Wydarzenia piątek, 26 grudzień 2014 10:49   |  

Nietypowa lekcja historii - młodzież jastrzębska na konferencji historycznej w Pszowie (listopad 2011 rok)

11 listopada 2011 roku w Święto Niepodległości jastrzębska młodzież wraz z uczniami z Pszowa, wzięła udział w nietypowej lekcji historii. W konferencji historycznej Jastrzębie-Zdrój reprezentowali: Michalina Guzy, Paulina Serafin, Jan Kozaczek, Marcin Szymiczek oraz Artur Żołądź. Reprezentantami Pszowa byli: Małgorzata Dulińska, Sandra Martyńska oraz Dawid Machecki. 
Konferencję historyczną zorganizował Urząd Miasta Pszów (koordynator Katarzyna Brachmańska), Miejski Ośrodek Kultury w Pszowie (koordynator Michał Lorek), ZSP (koordynator Tomasz Kurant) oraz pomysłodawca Janusz Lubszczyk.  Patronami medialnymi byli: Tygodnik Regionalny Nowiny oraz JasNet.
 
Michalina Guzy podczas odczytu referatu (zdj. J. Lubszczyk)
 
Młodzi ludzie musieli zmierzyć się z tematem o niebywałej wadze gatunkowej. Podjęli się żmudnej i benedyktyńskiej „pracy”, by dokonać oceny kontrowersyjnej postaci historycznej - Franciszka Chrószcza. Śląski Drzymała, bo tak często nazywa się Chrószcza „[…] dla jednych bohater walczący z pruskim oprawcą, walczący o sprawiedliwość społeczną, dla innych awanturnik, pszowski lokalny chuligan i wreszcie kat […]" (J.L.).
Nietypowa lekcja historii w jakiej wzięli udział uczniowie z Jastrzębia-Zdroju, poprzedzona była kilkutygodniową pracą ze źródłami. Ocena wbrew pozorom nie była jednoznaczna, na pewno nie należał do najprostszych. Uczniowie mocno różnili się w osądach Chrószcza, który dokończył żywota w Pszowie, wybierając samobójczą śmierć (środa 8 sierpnia 1906 roku).  Michalina Guzy oceniła Śląskiego Drzymałę w następujący sposób (fragmenty): „Jaką cenę można ponieść za walkę o godne życie? Jak się okazuje - najwyższą! Historia Franciszka Chrószcza jest tego najlepszym przykładem. Każdy z nas, niezależnie od narodowości czy przekonań, ma prawo do życia na przyzwoitym poziomie. Niestety, absurdalne prawo [...] nie dawało Polakom takiej szansy. Liczne prześladowania czy wprowadzenie w życie noweli osadniczej, mającej na celu utrudnienie zakupu ziem przez Polaków, skutecznie uprzykrzało życie naszym rodakom. W takich warunkach przyszło żyć Chrószczowi. Nawet fakt, że walczył w trzech wojnach po stronie pruskiej, nie zadziałał na jego korzyść. Najpierw stracił pracę, a później nie uzyskał zgody na budowę domu. To wszystko w konsekwencji doprowadziło go do zabójstwa pruskiego żandarma oraz samobójczej śmierci. Jak z dzisiejszej perspektywy możemy ocenić jego postawę? Moim zdaniem w historii Franciszka Chrószcza można wyróżnić dwa etapy. W pierwszym z nich z całą pewnością walczył o swoje prawa. Agitacja Polaków do Reichstagu i wybudowanie domu wbrew pruskiemu zakazowi wymagało nie lada odwagi. Jego nonkonformizm bez wątpienia zasługuje na pochwałę. Poniósł jednak srogie konsekwencje swoich czynów. Absurd noweli osadniczej doprowadził do tragedii. Chrószcz przez długi czas prowadził rozmowy ze stroną pruską, które oczywiście z góry stawiały go na straconej pozycji. Gdy w jego domu pojawił się pruski żandarm oraz cywilny robotnik, mający za zadanie zburzenie ściany odprowadzającej dym z pieca, na który (o zgrozo!) również potrzebne było zezwolenie, początkowo prosił o polubowne rozwiązanie sprawy. Odmowna odpowiedź sprawiła, że coś w nim pękło. Tutaj rozpoczyna się drugi etap jego historii. Zabił żandarma, dwukrotnie strzelając do niego. Zapewne to desperacja, spowodowana pruskim zaszczuciem, popchnęła go do tego czynu. Jednak nawet fakt, że nie było to planowane morderstwo, lecz zbrodnia popełniona pod wpływem impulsu, nie jest w stanie go usprawiedliwić. Nikt nie ma prawa odebrać życia drugiemu człowiekowi. Po tym zajściu, Chrószcz ukrył się w pobliskim lesie, a strona pruska wszczęła jego poszukiwania. Tam nadszedł kres jego historii. [...] Franciszek Chrószcz sam postanowił zakończyć swoje życie [...]”. Marcin Szymiczek wtórował: "Franciszek Chrószcz z powodu swej odwagi, czy jak mogą uważać inni, zuchwałości, dopuścił się czynu kontrowersyjnego. Wydarzenia, będąc dobrze zapamiętanymi na pszowskiej ziemi, są warte dywagacji i przemyśleń. [...] Zabijając człowieka stał się ściganym przez władze przestępcą. Moralnie splamił swoje sumienie, a także to, jak został zapamiętany. To co zrobił  ma jednak swoje bardzo solidnie ugruntowane podłoże przyczynowe. Ten pan walczył o własne przetrwanie, bo – dosłownie – nie posiadał domu i nie miał nań pozwolenia. Pewne jego zasługi wobec państwa pruskiego (m.in. służba wojskowa) mogą sugerować, że należało udzielić mu pozwolenia na zbudowanie własnego domu. [...] Ważną kwestią jest fakt, iż Franciszek Chrószcz nie myślał raczej o byciu symbolem buntu narodowego Polaków. Liczyło się to, że nie zezwolono na budowę jego domu. To ludzie przypisali mu symbolikę walki o wolność. Walcząc długo i cierpliwie z biurokracją, nie doczekał się zgody ze strony władz. Przywiedziony do ostateczności, nie widząc innego wyjścia, po prostu pociągnął za spust […]”. Jan Kozaczek z pełną ekspresją ocenił postać w następujący sposób: „Wiele osób pamięta Michała Drzymałę, który aktualnie otrzymał przez komercję prasy godnego przeciwnika. Ze względu na huczne pokazanie śmierci ów Franciszka Chrószcza oraz jego problemów prawnych związanych z wybudowaniem domku na nieprzemyślanej drodze kupna parceli nadano mu miano Drzymały co z mojego subiektywnego punktu widzenia jest ironicznym żartem. Franciszek Chrószcz posiada piękną historię z dużą ilością intrygujących pytań. Idąc zgodnie z jego mianem w młodości brał udział w wojnach pruskich [...] o czym świadczy jego tytuł weterana. Najgorsze jest to, że Śląski Drzymała nie przewidział, iż Polska pod zaborami nie szukała wrogów lecz sojuszu. [...] W latach acz jakże pięknego pomysłu tego człowieka gdzie skończyły się dawno rugi pruskie dają nam do myślenia, iż prasowy bohater poczuł się zbyt bardzo zasłużony niczym wyższą rangą od innych. Wiadomo, że biedak Chrószcz nie mógł przewidzieć Komisji Osadniczej nabywając parcelę przed rokiem 1904, również to nie znaczy, że jeżeli jedna z pośród miliona osób nie może wybudować na własnej ziemi w 1904 roku domu trzeba być Drzymałą, który zamiast przyczepy cyrkowej - tak jak bratni Michał Drzymała, doszedł do powstania ,,trumny cyrkowej”€zabijając żandarma jak i na końcu samego siebie co świadczyło tylko o jego największego stopnia w pogrążaniu się. Franciszek Chrószcz w roku 1904 zgodnie z modyfikacją ustawy osadniczej z roku 1876 dawały szansę na skorzystanie z paragrafu znowelizowanej ustawy : "kto chce poza zwartą zabudową wznieść dom mieszkalny, lub istniejący budynek urządzić jako dom mieszkalny, powinien uzyskać pozwolenie od wydziału powiatowego. Przed uzyskaniem takiego zaświadczenia policja budowlana nie udzieli pozwolenia na budowę". Chrószcz nie wiedząc o szansy (pozwolenia wydziału powiatowego) nadal działał przeciwnie do treści paragrafu. Skoro jednak domagał się zgody to dlaczego wydział powiatowy nie trzymał jego strony? Czymże F. Chrószcz mógł zawinić, iż wszyscy byli przeciwko niemu? [...] Podsumowując w mojej ocenie Franciszek Chrószcz postąpił niezgodnie z mianem Drzymały Śląskiego. Myślę, że odnaleziony bohater został przebarwiony [...]”. Z kolei Artur Żołądź ocenił: „Mamy weterana wojen, które prowadziły Prusy do zjednoczenia. Mamy również poczciwego, pruskiego górnika. Wobec tego cechy fizyczne i psychiczne Chrószcza powinny nam imponować. Trzeba jednak przypomnieć, iż był on inwalidą. To jednak nie powinno stać na przeszkodzie by kontynuować walkę. Chrószcz był poczciwym obywatelem. Ale nie Polski - lecz Prus. Fakt, że był Polakiem, przeszkodził mu w spokojnym życiu. W 1904 roku wyszła ustawa zakazująca Polakom budowania się na własnej ziemi, zainicjowana przez rząd Prus. I mamy tutaj Drzymałę na wielkopolskiej ziemi - symbol Polaków walczących potajemnie z zaborcą. I mamy Chrószcza na śląskiej ziemi - byłego żołnierza, górnika, który chciał w spokoju dokonać żywota (pamiętajmy - był inwalidą). Nie pozwolono mu spokojnie żyć. Pewnego dnia przyszedł żandarm pruski, który miał wyrzucić Chrószcza z jego parceli. Franciszek wówczas, dokonał rzeczy wielkiej. Bez wątpienia największej w całym jego  życiu. Zastrzelił żandarma. Dał sygnał do walki! Tak powinno to wyglądać! "Hej, chłopy! Polacy z krwi i kości zrodzon! Już jednym szturmem rzucim się na Prusaka i zdejmiem jarzmo tego diabli służego Germanina z naszych ciężkich, zapracowanych, polskich barków!". Lecz co następnie uczynił Franciszek Chrószcz? Co uczynił po tym wielkim wydarzeniu, czynie godnym wielkich rewolucjonistów! Cóż zrobił po widocznym sygnale rozpoczęcia walki? Równie szybko jak ją zaczął - skończył ją! Stchórzył! Zastrzelił sam siebie. To nie było posunięcie godne dawnego żołnierza i górnika. Człowieka o wyhartowanym ciele i charakterze. [...] był inwalidą, ale gdyby miał zasłużyć na przydomek "Śląskiego Drzymały", dałby się chociaż zabić, okaleczyć bardziej, szykanować Prusakom - a nie popełnić samobójstwo, jak tchórz! Wiem, że łatwo mi mówić, gorzej byłoby mi samemu to przeżywać. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Przydomek śląskiego bohatera do czegoś zobowiązuje. Nie dostaje go ktoś taki jak ja - kto pisze i krytykuje. Nie dostaje go też, więc, ktoś, kto równie szybko jak "rozpoczyna powstanie", tak samo szybko je kończy. Uważam, że przydomek "Śląskiego Drzymały" nie powinien spoczywać na mieniu Franciszka Chrószcza. Spośród całego swego mężnego żywota popełnił bowiem czyn, który przekreśla całe jego męstwo […].”
Co ważne: „[…] uczniowie nie tak jak znakomita cześć piszących, nie konstruowali swoich przemyśleń w oparciu o kruche krążące w sieci fakty, subiektywne oceny, odtwórców historii, a bazowali na źródłach. Była to dla nich typowa praca badawcza. Na kanwie gazet zaboru austriackiego, pruskiego, prasy niemieckiej wypracowali sobie zdanie, zdanie, które ma dla nich i nas zapewne niebywałą wartość [...]” (J.L.). 
Pomysłodawca konferencji skonstatował „[…] Człowiek, który dawał tyle państwu w którym mieszkał, teraz dostał niewiele. Tylko osoba o nad wyraz silnej konstrukcji psychicznej mogła tyle znieść. Takie przeżycia pozostawiły trwały ślad. Do tego frustracja, która zrodziła się w momencie odmowy budowy domu na własnej parceli zakończyła się tragedią, w środę 8 sierpnia 1906 roku. Znakomita większość pism od katolickich, przez narodowe i demokratyczne, aż po socjalistyczne wzięły w obronę Ślązaka. Konstatując, iż chłop polski padł ofiarą systemu pruskiego, to nie on zawinił a pruskie ustawodawstwo. Chrószcz i Rothe stali się ofiarami drakońskiego ustawodawstwa. Tego feralnego dnia dwa strzały położyły trupem żandarma, jeden samobójczy Śląskiego Drzymałę […]”.

Źródła:

  • Lubszczyk J., Trzy strzały - smutna historia Franciszka Chrószcza, „Zeszyty Pszowskie” z grudnia 2011 roku (ISSN 1642-3038).
  • "Nowiny" nr 45 (2833) z 9 listopada 2011 roku oraz nr 46 (2834) z 16 listopada 2011 roku.
  • „Nowiny Wodzisławskie” nr 46 (573) z 15 listopada 2011 roku.
Czytany 1488 razy
Ostatnio zmieniany czwartek, 16 sierpień 2018 14:42

Janusz Lubszczyk

Historyk z Wodzisławia Śląskiego, nauczyciel, archiwista, autor artykułów i prac monograficznych o historii regionu i miasta. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 19 im. Juliana Tuwima i Zespole Szkół nr 3 im. Stanisława Wyspiańskiego.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe