Architektura sobota, 08 marzec 2014 11:03   |  

Katowiczanka

Katowiczanka - sanatorium dla dzieci, sanatorium nr V, porodówka

Budynek powstał w okresie boomu budowlanego w jastrzębskim uzdrowisku, czyli w latach 1928-1929. Jednak gdy większość budynków jakie w tym czasie zostały wzniesione otwierała swe podwoje, to działania przy przyszłej „Katowiczance” zastygły na kilka lat. Nie wiadomo jakie były tego przyczyny. Czy było to związane z problemami finansowymi inwestora, czy też z jego śmiercią – tego nie udało się ustalić. Faktem jest, że nieruchomość przeszła na własność Miejskiej Kasy Oszczędności z Katowic, która udzielała pożyczek przedsiębiorcom na Śląsku. Inną osobą, która skorzystała z kredytu oferowanego przez MKO z Katowic był Józef Adamik. Dzięki niemu powstała jeden z okazalszych budynków w Jastrzębiu, który w 1934 r. stał się własnością „Kasy” z Katowic, a następnie odsprzedany Stowarzyszeniu Urzędników i Funkcjonariuszy miasta Katowic, które nazwało swój nowy dom wypoczynkowy „Opolanka”. Instytucją, która kredytowała budownictwo na Śląsku był także Zakład Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych z Królewskiej Huty. Z ich dobrodziejstwa skorzystał w 1927 r. m.in. Edward Posłuszny otrzymując na rozbudowę swojego pensjonatu pożyczkę w wysokości 40 tys. zł. Również zarząd uzdrowiska skorzystał z pożyczki na kwotę 100 tys. zł. Kolejną osobą był budowniczy Czernecki, który otrzymał 80 tys. zł i wystawił willę „Łucja”, która z nieznanych powodów stała się własnością gminy. Jak zatem widać nie każdemu udała się inwestycja w naszym uzdrowisku. Na szczęście to co zapoczątkowali nie poszło na marne. Wróćmy jednak do „Katowiczanki”.

Lata 1928-1939

Jak już na wstępie zostało podane, początek budowy „Katowiczanki” możemy datować na lata 1928/1929, co wynika z doniesień prasowych oraz archiwalnych zdjęć. Niestety właściciel nieruchomości, z bliżej nieznanych powodów, nie był w stanie dokończyć inwestycji, a niewykończony dom stał się własnością Miejskiej Kasy Oszczędności w Katowicach. Kim był ów nieszczęsny inwestor, który musiał porzucić marzenia o własnym pensjonacie? Jego nazwisko pojawia się przy informacji o zakupie nieruchomości przez Magistrat miasta Katowice. Z dostępnych dokumentów, jakimi są uchwały Rady Miejskiej, dowiadujemy się, że podczas 50 posiedzenia w dniu 22 czerwca 1934 r. wyrażono zgodę na zakup tejże nieruchomości. „Przychylając się do uchwały Magistratu z 22 maja 1934 r., Rada Miejska uchwala nabyć od Miejskiej Komunalnej Kasy Oszczędności w Katowicach nieruchomość położoną w Jastrzębiu Zdroju – księga wiecz. Jastrzębie Dolne tom VII wyk. L 197 (po Kłodnickim) o powierzchni 1600 m² łącznie z budowlami za kwotę 150000 zł. W cenie kupna są już objęte adaptacje konieczne do zupełnego wykończenia budowli i wszelkich instalacyj. Cena kupna płatna jest w 5 równych ratach rocznych, przyczep I rata jest płatna przy podpisaniu umowy kupna. Od niedopłaconej ceny kupna miasto płacić będzie oprocentowanie w wysokości stopy dyskonta Banku Polskiego w ratach półrocznych z dołu. Pokrycie I raty nastąpi z nadwyżek budżetowych roku 1933/34. Pozostałe 4 raty razem z odsetkami będą wstawione do każdoczesnych budżetów zwyczajnych. Jednocześnie wszcząć kroki około zakupu przyległych gruntów”. Niestety nie udało się ustalić kim był i skąd pochodził wymieniony Kłodnicki.

Na tym samym posiedzeniu zgłoszono wniosek i uchwalono przeznaczenie 40 tys. zł. na urządzenie sanatorium dla dzieci w Jastrzębiu Zdroju, co było zgodne z uchwałą Magistratu z 19 czerwca 1934 r. Jako ciekawostkę można podać, iż obradom Rady Miasta przewodniczył wiceprezes Stanisław Ligoń - polski pisarz, malarz, ilustrator, działacz kulturalny i narodowy, reżyser, aktor. Potomek rodu Ligoniów, którego protoplastą był poeta górnośląski Juliusz Ligoń. Był także posłem na Sejm IV kadencji (1935-1938). Na kolejnym posiedzeniu, które odbyło się 20 sierpnia, uchwalono kwotę 56 tys. zł na urządzenie kąpielowe oraz rozbudowę budynku gospodarczego i utrzymanie sanatorium miejskiego w Jastrzębiu, jednocześnie nadając mu nazwę „Katowiczanka”.

Sanatorium dla dzieci „Katowiczanka” otworzyło swoje podwoje dla małych pacjentów 7 sierpnia 1935 r. i było pomnikiem uczczenia 15-lecia istnienia odrodzonego Państwa Polskiego. Budynek,  którego kubatura wynosiła 4000 m³, a budynku gospodarczego 425 m³, obejmował następujące pomieszczenia:

Parter: Kuchnia, zmywalnia, hol dla dzieci, szatnia, natryski i wanny dla kąpieli solankowych, 2 pokoje na lampę kwarcową, biuro, kotłownia, pomieszczenia dla instalacji wodnej.

I piętro: sala jadalna, 8 pokoi gościnnych, kredens i dźwig kuchenny.

II piętro: 11 pokoi gościnnych, 1 wanna dla dorosłych, 1 pokoik na bieliznę, ustępy

Poddasze: 4 pokoje dla służby, 3 magazyny.

„Katowiczanka” przeznaczona była dla dzieci z następującymi chorobami: zołzy, powiększenie gruczołów chłonnych, wypryski i wszelkie stany wtórne (diathesis exsudativa), gościec przewlekły stawów i mięśni, stany po złamaniu kości, niedowłady, zwłaszcza pochodzenia gośćcowego, przewlekłe nieżyty górnych dróg oddechowych, przewlekłe choroby skórne (wypryski przewlekłe, świerzbiączka i łuszczyca). Dzieci były kierowane przez Urząd Opieki Społecznej, a kwalifikację przeprowadzali lekarze szkolni. „Katowiczanka” była czynna przez cały rok, a czas pobytu dzieci trwał 4 tygodnie. Mali pacjenci znajdowali się pod opieką pielęgniarek, a pomocy lekarskiej udzielał lekarz zdrojowy. Liczba miejsc została określona na 50 osób (w pokojach z 3 lub 4 łóżkami), ale były momenty, że na leczeniu przebywało kilkoro pacjentów więcej, a każde dziecko korzystało przeciętnie z 10 kąpieli solankowych. Posiłki podawano pięć razy dziennie, a w razie potrzeby stosowano dietetyczne odżywianie. Przeciętny przyrost wagi dziecka wahał się od 3-6 kg. Co cztery tygodnie w katowickiej prasie ukazywało się ogłoszenie, w którym informowano rodziców o czasie i miejscu wyjazdu pociągu z Katowic do Jastrzębia. Naprzemiennie raz były to dziewczynki, a raz chłopcy.

Koszt utrzymania sanatorium był pokrywany z budżetu miasta Katowice, który oscylował w granicach 50 tys. zł rocznie. Część poniesionych wydatków w kwocie od 3000 do 5000 zwracała Kasa Chorych. Wśród wydatków były takie pozycje jak: utrzymanie dzieci, personelu, zakładu oraz wydatki na pomoc lekarską, duszpasterstwo, oświatę, za solanki, taksę kuracyjną, za przejazd koleją dzieci i konwojentów itp. Co roku przebywało w sanatorium blisko 500 dzieci, a dzienny koszt pobytu wynosił około 3 zł.

W 1937 r. redaktorzy kilku katowickich czasopism (w tym „Polonii” i „Polski Zachodniej”) odwiedzili „Katowiczankę”, aby zapoznać się z warunkami pobytu młodych mieszkańców Górnego Śląska. W chwili przybycia w sanatorium przebywała grupa 52 dziewcząt. Po zakładzie dziennikarzy oprowadziła kierowniczka p. Kubinianka, która pokrótce opowiedziała o zasadach funkcjonowania sanatorium: „Przez cały rok, z wyjątkiem listopada i marca, kiedy przeprowadza się dezynfekcję i czyszczenie przybywają do nas transporty dzieci. Mamy na zmianę raz chłopców, raz dziewczynki. Początkowo dzieci tęsknią trochę, a nawet i pobekują, ale ten okres szybko mija. Dziecko, mając troskliwą opiekę, dobre, zdrowe jedzenie i należyty wypoczynek zapomina dość prędko o swoich troskach”. Przedstawiła także dzienny tryb życia dzieci w sanatorium: „Wstają o 7-mej rano, myją się w sypialniach, mając do dyspozycji umywalki z zimną i ciepłą wodą, po czym o 8-mej spożywają śniadanie. Następnie biorą zaordynowane przez lekarza kąpiele solankowe, zabiegi inhalacyjne i diatermiczne. Po każdej kąpieli obowiązuje pobyt w łóżku. O 12.30 mają dzieci obiad, zestawiony codziennie z innych, pożywnych potraw. Po obiedzie znowu wypoczynek w łóżeczkach, o 15-ej podwieczorek, po czym w dnie pogodne prowadzi się dzieci na spacer, jeśli zaś pogoda nie dopisuje – dzieci bawią się w hallu lub w jadalni. O 18-ej jest kolacja, a o 20-ej dzieci idą spać”.

Lata 1939-1945

W okresie okupacji obiekt nadal służył dzieciom, które znajdowały się pod opieką pielęgniarek z NSV czyli Nationalsozialistische Volkswohlfahrt (Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Społeczna), w szczególności od momentu utworzenia tzw. „Miasta Matki”, którego założeniem była opieka nad ciężarnymi matkami oraz ich nowonarodzonymi pociechami. Ośrodek był pod opieką dr Claus Clauberga, który prowadził klinikę chorób kobiecych w Chorzowie oraz przeprowadzał doświadczenia w KL Auschwitz. Był także prywatnym lekarzem żony Gauleitera i Nadprezydenta Górnego Śląska Fritza Brachta, u której odbierał poród. Dzięki tej znajomości i przychylności Brachta, Clauberg mógł zrealizować swoje plany utworzenia wzorowej kliniki opieki nad matką i dzieckiem w Jastrzębiu. Tok sprawie nadał Bracht, a całość przeprowadził Gauamtsleiter Otto de Bruyn. Uroczyste otwarcie miało miejsce w sobotę 28 października 1944 r., a w ceremonii udział wzięli: Oberbefehlsleiter Erich Hilgenfeldt (szef NSV),  Hauptdiensleiter prof. dr Walter Gross (szef Urzędu Polityki Rasowej NSDAP), Stellvertretender  Gauleiter Rudolf Metzner (zastępca Gauleitera Fritza Brachta, który w tym czasie ciężko chorował – był po zawale). Ośrodek zajmował 22 budynki, w tym „Katowiczankę”, a nad zdrowiem matek i dzieci (oczywiście poza Claubergiem) czuwało dwóch lekarzy ordynatorów, pediatra, stomatolog, dwie lekarki oraz 60 pielęgniarek i 25 położnych. Działalność tego ośrodka nie trwała długo, gdyż już 3 miesiące później Armia Czerwona atakowała pozycje niemieckie na linii Żory-Pawłowice, a 27 marca 1945 zajęła Jastrzębie.

Lata 1945-1972

Po zakończeniu II wojny światowej powrócono do przedwojennej tradycji i ponownie magistrat Katowic przysyłał dzieci do Jastrzębia dla podkurowania ich wątłego zdrowia. W budżecie na 1946 r. na ten cel zabezpieczono 31200 zł.  W 1956 r. prewentorium dziecięce „Katowiczanka” zostało przejęte przez Przedsiębiorstwo Państwowe Polskie Uzdrowiska i funkcjonował jako Sanatorium nr V. W tym samym roku jednym z pensjonariuszy był 15-letni Piotr Kołodziej, który przybył z Katowic i tak wspomina tamten czas: „Na początku roku 1956 miałem opuchnięte kolana i problemy z chodzeniem. Lekarz z poradni reumatologicznej skierował mnie do szpitala w którym przeleżałem prawie miesiąc. A potem ten sam lekarz wypisał skierowanie do Jastrzębia. Nie pamiętam już co było wypisane na szpitalnym wypisie i na skierowaniu do prewentorium. Ważne, że przez 60 lat takich problemów z kolanami nie miałem. Turnus trwał 3 miesiące. Ja tam byłem latem. Skierowanie do prewentorium wypisał lekarz z dziecięcej przychodni reumatologicznej, która wraz z innymi mieściła się do początku lat 80 ub. wieku w zachodnim skrzydle Pałacu Biskupiego przy ulicy Wita Stwosza w Katowicach. W "Katowiczance" byli tylko chłopcy. Dziewczęta były w pobliskim "Florianie". Co prawda na "moim" turnusie  były 3 dziewczyny, których nikt, poza ich bratem, nie potrafił rozróżnić. Były to znane wtedy "czworaczki śląskie". Dzięki nim w ich urodziny mieliśmy huczną imprezę w Domu Zdrojowym. Podobno urodziny zorganizował im ich Ojciec Chrzestny - tow. Aleksander Zawadzki. Miał być osobiście, ale nie dojechał. W piwnicy były wanny, w których moczyliśmy się w solance. Pamiętam taką ciekawostkę. W świetlicy, która znajdowała się na piętrze, stał telewizor marki "RUBENS", na którym oglądaliśmy czeską dobranockę. To był pierwszy telewizor w Jastrzębiu i pewnie jeden z pierwszych na Śląsku. Czasem, kiedy zeszła się pod "Katowiczanką" większa grupa dorosłych kuracjuszy, pani kierowniczka wystawiała ten telewizor na balkon”. Jednym z lekarzy opiekujących się dziećmi w Sanatorium nr 5 był pochodzący z Katowic dr Adam Wańdyga, który w Jastrzębiu pracował do zamknięcia „Katowiczanki”, a następnie przeniósł się do uzdrowiska w Rymanowie. Warto też wspomnieć o kierowniczce administracyjnej i punktu żywienia Wandzie Czudak, która była żoną późniejszego dyrektora uzdrowiska Stanisława Czudaka i córką zasłużonego powstańca i działacza społecznego Józefa Hetmańskiego.

Lata 1973-2002

W styczniu 1973 r. sanatorium „Katowiczanka” zostało przekazane do Zespołu Opieki Zdrowotnej i od czerwca tegoż roku aż do 2002 r. funkcjonowało jako oddział ginekologiczno-położniczy Szpitala Miejskiego. Budynek został przebudowany, w wyniku czego stare wejście zostało zamurowane, a z boku budynku dobudowano dodatkową klatkę schodową, gdzie znajdowało się główne wejście. Wymieniono także instalację elektryczną i wodno-kanalizacyjną oraz stropy. Adaptacja budynku trwała 3 miesiące, a już 30 maja urodziło się pierwsze dziecko. Była to Małgosia – córka Haliny Witkowskiej, która, jak podała gazeta „Nowiny”, otrzymała od Prezydium WRN w Katowicach wózek, a jej mama kwiaty. Pierwszym ordynatorem porodówki został Mieczysław Oleś, a po nim kolejno Jerzy Priebe, Lidia Jończak oraz Stanisław Kućma, który tak wspomina dawne lata: „Działalność Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Miejskiego, a następnie Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju po przejęciu jastrzębskiego Szpitala Górniczego i Szpitala Miejskiego przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego przypadała na okres największego przyrostu naturalnego w dziejach naszego miasta. Była to druga połowa lat siedemdziesiątych i lata osiemdziesiąte, i miało to bezpośredni związek z rozwojem miasta i szybkim wzrostem ilości mieszkańców, głównie młodych małżeństw. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych obserwowaliśmy w Jastrzębiu-Zdroju lokalny wyż demograficzny. Już w chwili powstania oddział nie odpowiadał standardom nowoczesnej placówki o profilu położniczo-ginekologicznym. Z niedużego budynku po byłym sanatorium trudno było stworzyć nowoczesny szpital położniczy. Na parterze funkcjonowała Izba Przyjęć i ginekologia, na I piętrze Trakt Porodowy i wspólna sala dla operacji położniczych i ginekologicznych oraz patologia ciąży. Na II piętrze znajdowało się położnictwo z małym Odziałem Noworodków. Najbardziej we znaki pacjentkom i personelowi medycznemu dawał się brak windy. Pacjentki po operacjach trzeba było znosić na noszach z piętra na parter przez wąską klatkę schodową. Położnice po dwóch godzinach po porodzie musiały o własnych siłach przejść z porodówki piętro wyżej na oddział położniczy, gdy to było niemożliwe były przenoszone podobnie jak pacjentki po cięciach cesarskich. Sale chorych były ciasne z trudem mieściły 4 łóżka, Ilość sanitariatów była za mała do ilości hospitalizowanych pacjentek. Pracowaliśmy na okrągło przy niemal pełnym obłożeniu. Tak intensywna eksploatacja powodowała szybką dekapitalizację obiektu. Stale coś poprawiano, przerabiano, remontowano, naprawiano by obiekt nadawał się do użytku. Tylko dzięki ofiarnej, pełnej pasji i poświęcenia pracy lekarzy, położnych, pielęgniarek salowych i sekretarek medycznych przetrwaliśmy w tak trudnych warunkach służąc ciężarnym, rodzącym i chorym kobietom z naszego miasta i okolic”.

W oddziale, który dysponował 50 łóżkami, rodziło się rocznie od 1500-2000 noworodków co znacznie przekraczało możliwości lokalowe szpitala, dlatego niektóre mieszkanki Jastrzębia musiały korzystać z izb porodowych w innych miejscowościach, np. w podległej jastrzębskiej placówce 11-łóżkowej izbie w Zebrzydowicach. Planowano budowę nowego pawilonu tuż za starym budynkiem, jednak z tych założeń nic nie wyszło, a z każdym rokiem stan techniczny budynku był coraz gorszy. Wstępnie zakładano iż porodówka będzie w tym budynku funkcjonować kilka lat, poczym powstanie nowy obiekt. Były już odpowiednie decyzje, lecz nie doczekały się realizacji. Co prawda w kwietniu 1984 r. w sąsiedztwie Szpitala Górniczego rozpoczęto budowę nowego obiektu z przeznaczeniem na oddział ginekologiczno-położniczy i przewidywano przyjęcie nowych pacjentek w 1987 r. (później miał to być rok 1990), ale inwestycja nie została dokończono. W 1988 r. grupa kobiet wysłała w tej sprawie list do redakcji „Trybuny Robotniczej”, w którym napisały: „My, mieszkańcy Jastrzębia, zwracamy się z prośbą o wyjaśnienie sprawy budowy stadionu w Jastrzębiu. Przypuszczamy, że budowa odbywa się kosztem budowy szpitala ginekologiczno-położniczego, tak potrzebnego dla naszego miasta. Przedsiębiorstwo, które wykonuje budowę tego szpitala zabrało podobno wszystkich pracowników do budowy stadionu, który nie jest tak bardzo potrzebny. Bardzo dużo kobiet czeka bowiem na ukończenie szpitala, w przeciwnym razie przyjdzie nam rodzić na płycie boiska sportowego”. Stadion powstał, a budynek szpitala niestety nie. Dziś niedoszła porodówka stanowi siedzibę JSW S.A.

Oddział ginekologiczno-położniczy przy ul. Zdrojowej był częścią Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju i  zastępca dyrektora do spraw lecznictwa Józef Danek słał pisma do Zarządu Miasta oraz marszałka województwa śląskiego, w których alarmował o katastrofalnym stanie technicznym obiektu, stwarzającym realne niebezpieczeństwo dla pacjentów oraz obsługi medycznej. Pisma o podobnej treści wysyłał do Urzędu Marszałkowskiego i Zarządu Województwa Śląskiego słał również Zarząd Miasta. Cała sprawa ciągnęła się od 1999 r. Wreszcie w 2002 r. nastąpiła przeprowadzka porodówki. Pierwotnie oddział położniczy miał zostać utworzony w szpitalu na osiedlu „Przyjaźń”, lecz koszty okazały się zbyt wysokie.

W całą sprawę zaangażowały się władze miasta, które pokryły połowę kosztów adaptacji pomieszczeń, a prezydent Janusz Ogiegło stwierdził: „Uważamy, że niedopuszczalne jest doprowadzenie do likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego w Jastrzębiu Zdroju i tym samym pozbawienie mieszkanek naszego miasta możliwości urodzenia dziecka w swojej miejscowości. Podjęliśmy decyzję o adaptacji szóstego piętra Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu Zdroju przy al. Jana Pawła II nr 7 na oddział ginekologiczno-położniczy”. Nowa porodówka rozpoczęła działalność 18 listopada 2002 r. i w tym samym dniu odbył się pierwszy poród, a szczęśliwą mamą została Anna Gumulec.

Nie sposób wymienić wszystkich pracujących osób w starej porodówce, ale warto wspomnieć chociaż o zespole lekarskim, do którego poza wymienionymi ordynatorami należeli: Urszula i Stefan Wallerowie, Andrzej Słabikowski, Jan Gogol, Grażyna Stokłosa, Wiesław Koziarz, Bogdan Małolepszy, Aleksander Rusek, Kazimierz Czuczman, Ewa Jaworska, Barbara Selzer, Jolanta Woźniak, Krzysztof Korczak, Leszek Suda, Piotr Liszka, Grzegorz Lisikiewicz, Wiesława Smoczyńska, Janusz Demetraki-Paleolog i Jacek Drzewicki.

A co stało się ze starą porodówką? Po zamknięciu obiektu nieruchomość została sprzedana prywatnemu inwestorowi, który do tej pory nie wykonał żadnych prac, które mogłyby uchronić ten zabytkowy budynek przed unicestwieniem. W 2011 r. właściciel zgłosił w jastrzębskim magistracie remont budynku, jednak żadne prace w tym kierunku nie zostały podjęte.

Budynek jest usytuowany przy ul. Zdrjowej 5A.

Źródła:

  • Na podstawie informacji przekazanych przez Jerzego Czudaka
  • Na podstawie informacji przekazanych przez Justynę Wańdyga
  • Na podstawie informacji przekazanych przez Piotra Kołodzieja
  • Na podstawie informacji przekazanych przez Stanisława Kućmę
  • „Budżet Miasta Katowic” 1935-1939, 1946.
  • „Wiadomości Administracyjne Miasta Katowic” 1935-1939.
  • Kaczmarek R. – Pod rządami gauleiterów, Katowice 1998.
  • „Polska Zachodnia” 1935-1939.
  • „Polonia” 1935-1939.
  • „Siedem Groszy” 1935-1939.
  • „Kattowitzer Zeitung” 1944.
  • „Problemy Uzdrowiskowe” 1973.
  • „Trybuna Robotnicza” 1973, 1988, 1989
  • „Nowiny” 1973, 1983.
  • „Jastrząb” 2002.
Czytany 1417 razy
Ostatnio zmieniany środa, 14 listopad 2018 07:48

Dariusz Mazur

Pasjonat lokalnej historii. Kolekcjoner oraz autor wielu artykułów o przeszłości Jastrzębia.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe