Wydarzenia poniedziałek, 03 marzec 2014 16:21   |  

Lech Wałęsa w KWK „Manifest Lipcowy” – 2 września 1988 r.

Pierwszy września 1988 r. był szesnastym dniem strajku w kopalni „Manifest Lipcowy”. Kopalnia była ostatnim niepracującym zakładem w kraju, spośród zakładów uczestniczących w sierpniowej fali strajków w 1988 r. Wydobycie węgla blokowała grupa około 150-200 najbardziej zdeterminowanych osób. W owym czasie ich żądania skupione były do jednego- uzyskania gwarancji bezpieczeństwa dla wszystkich biorących udział w strajkach.

Dzień wcześniej- 31 sierpnia 1988 r.- doszło do spotkania Lecha Wałęsy z gen. Czesławem Kiszczakiem, dyskutowano o sytuacji w kraju. Rozpoczęcie rozmów Okrągłego Stołu stało się realne, ale pod warunkiem zakończenia strajków. Wałęsa zadeklarował doprowadzić do ich wygaszenia. Zaapelował do protestujących załóg o przerwanie akcji strajkowej. Większość z nich odpowiedziała pozytywnie, opuszczając zakłady pracy. Jedynie górnicy z „Manifestu” postanowili nie rezygnować i kontynuowali protest.

Apel przewodniczącego „Solidarności” dotarł do „Manifestu” za pośrednictwem Henryka Sienkiewicza (działacza „S”), nie wywarł jednak wrażenia na strajkujących. Nie chciano ustąpić bez uzyskania gwarancji bezpieczeństwa, nie tylko dla siebie, ale też dla wszystkich strajkujących z całego regionu śląsko-dąbrowskiego. Poczucie zagrożenia było spotęgowane docierającymi z innych kopalń informacjami o zwolnieniach z pracy za udział w strajku oraz wszczęciu postępowań prokuratorskich przeciwko ich uczestnikom.

Wobec uporu górników, Lech Wałęsa był zmuszony udać się do Jastrzębia, by osobiści doprowadzić do zakończenia protestu. Przyjechał do miasta 2 września. Towarzyszył mu ks. prałat Henryk Jankowski. Przed godziną jedenastą Wałęsa wstawił się w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych, skąd telefonicznie skontaktował się z gen. Kiszczakiem. Następnie udał się do KWK „Manifest Lipcowy”. Górnicy przywitali go owacjami. Entuzjazm spowodowany przyjazdem przewodniczącego nie trwał jednak długo. Protestującym nie spodobało się wygłoszone przez niego przemówienie. Wałęsa mówił, że jest szansa na porozumienie i że Polsce potrzebny jest pluralizm. Niezbędne jest, by wszyscy włączyli się w budowę- dodawał. Mówił również, iż Polacy mają około 15 mld. dolarów, które można właściwie spożytkować. Oceniał sytuację w kraju jako niedającą szansy na wyjście z trudnej sytuacji, czemu winne miały być podziały w społeczeństwie, a podjęta próba reformy musi doprowadzić z zmniejszenia podziałów. Dodał, że na jego prośbę, na znak poparcia dla „Manifestu Lipcowego”, stanął rejon gdański. O strajku w „Manifeście” powiedział, że osiągnięto to, co zamierzano osiągnąć oraz że jego siła był miażdżąca, ale też niebezpieczna. Docenił też ludzi, którzy za nim stali. Były to inne osoby niż w roku 1980, i sprawdziły się- zaznaczył. Nawiązując do rozmów z gen. Kiszczakiem, stwierdził, iż postawił na porozumienie, i w tym celu przyjechał do „Manifestu Lipcowego”.

Prawdziwa burza rozpętała się po przemowie Wałęsy. Rozpoczęła się dyskusja, zadawano przewodniczącemu pytania. Wzburzenie wśród zgromadzonych w kopalni było ogromne, za nic nie chciano ustąpić bez uzyskania gwarancji bezpieczeństwa. Samego Wałęsę oskarżano o złą wolę. Padały dosadne stwierdzenia, m.in. jeden z górników powiedział wprost: „Lechu, przyjechałeś zwolnić nas z kopalni i aresztować”. Podstawiono taczki, by obu gości (Wałęsę i Jankowskiego) wywieść z zakładu.  W końcu Wałęsa podjął ostatnią próbę wyprowadzenia załogi z kopalni. Chwycił do ręki krzyż, stanął z nim przed strajkującymi, po czym zaczął iść w stronę bramy głównej. Żaden z górników za nim nie poszedł. W połowie drogi Wałęsa zatrzymał się i po prostu rozpłakał. Był to wiele mówiący wyraz jego bezsilności. Po tych niepowodzeniach ponownie skontaktował się z Cz. Kiszczakiem. Przeprowadził z generałem nerwową rozmowę telefoniczną. Zaraz po jej zakończeniu powiadomił strajkowe władze o uzyskaniu gwarancji bezpieczeństwa.

Wszyscy zebrani w „Manifeście” odebrali tę wiadomość z ogromną ulgą, gdyż wszystkim zależało na skończeniu strajku, ale nie chciano poddać się po kilku tygodniach trwanie oporu bez uzyskania jakichkolwiek ustępstw. Jako gwarancje bezpieczeństwa Lech Wałęsa wydał wszystkim obecnym w kopalni osobiście podpisane „glejty”. Czas pokazał, że „glejty”, poza wartością sentymentalną, nie przedstawiały żadnej innej. Uczestników najdłuższego w historii PRL strajku i tak spotkały represje.

Źródła:

  • Meldunki dzienne SB Jastrzębie- Zdrój rok 1988. IPN Ka 130/3 t.8
  • Jesteśmy nr 5 (20). Katowice. Wrzesień-październik 1988
  • Boratyn M. Lech Wałęsa a jastrzębska „Solidarność” w latach 1980-1990. w: Biuletyn Galerii Historii Miasta Nr 2 (12) Czerwiec 2009
Czytany 500 razy
Ostatnio zmieniany sobota, 18 listopad 2017 01:15

Paweł Warłycho

Politolog z zawodu i zamiłowania. Autor artykułów o najnowszej historii Jastrzębia publikowanych m.in. w "Biuletynie Galerii Historii Miasta" oraz jastrzębskim dodatku do "Dziennika Zachodniego", a także współaut

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe