Źródła sobota, 09 lipiec 2016 11:57   |  

Józef Witczak - 1 powstanie śląskie

1. powstanie śląskie miało wybuchnąć 22 czerwca 1919 r. Tak zdecydowali komendanci powiatowi i "sztab" w gospodzie wiejskiej p. Krutkiego w Piotrowicach (obecnie w Czechosłowacji). Rozkaz, entuzjastycznie przyjęty, dotarł do wszystkich komórek konspiracyjnych ówczesnej P. O. W. na Śląsku. Godzinę wybuchu wyznaczono na 2-gą w nocy. Plan opanowania terenu był zdumiewająco prosty. Wojska niemieckie były wówczas rozlokowane po miastach i wsiach, w szkołach i dworach. Oddziały powstańcze miały w nocy najpierw usunąć posterunki Grenzschutzu, a potem granatami ręcznemi ubezwładnić resztę żołnierzy. Nasi komendanci miejscowi - przeważnie wytrwali żołnierze z armji niemieckiej - ręczyli za udanie się takiego napadu. Dla ścisłości stwierdzam, że posiadaliśmy bardzo mało broni, luźną organizację, ale za to absolutną instynktowną wiarę w zwycięstwo. Wiara ta była naszą największą bronią. Dla jej charakterystyki niech służą choć raporty naszych komendantów, którzy zawsze w tych raportach doliczali jeszcze niezdobytą broń nieprzyjacielską do własnej. Raport i plan działania jednego z kompanijnych z 3 czerwca 1919 r. zawiera takie dane: "Zorganizowanych 267 ludzi, 9 "długich" (karabinów), 12 "krótkich " (pistoletów), 5 granatów ręcznych, 7 "własnych" (granaty ręczne własnej fabrykacji z materjału wybuchowego, napełnionego do starych konwji i t. p.), 130 karabinów Grentzschutzu i 3 maszynówki. Zbiórka o godzinie 10 w lesie. Dźwignięcie - (konspiracyjny wyraz na wszelkiego rodzaju napady na przeciwnika) - Grenzschutzu łatwe, gdyż tylko 2 posterunki wystawia, a dojście do szkoły dobre. Ośrodkiem organizacyjnym dla powiatu rybnickiego, raciborskiego, części pszczyńskiego i kozielskiego były wówczas Piotrowice.

Główne dowództwo, zresztą bardzo nieuchwytne, mieściło się w Sosnowcu. Łączność z niem była bardzo słaba, wskutek tego znaczenie Piotrowic, gdzie się gromadziło dużo uciekinierów, coraz więcej rosło. Łączność z terenem utrzymywaliśmy przez kurjerów, albo sami wyjeżdżaliśmy na teren. W takich okolicznościach zapadła pamiętna decyzja wywołania I. powstania na Śląsku. Dwa dni przed wybuchem wyszedłem z bratem, który dowodził II. piłkiem rybnickim, obejmującym P. O. W. południowej i środkowej części powiatu rybnickiego, do wyznaczonego miejsca postoju w Połomji. Oczekiwali nas tam kurjerzy z kilku najbliższych oddziałów, szczególnie z Bzia, Pawłowic i Pielgrzymowic. W wioskach tych bowiem był rozlokowany bataljon Grenzschutzu pod dowództwem kap. Reichenbacha, który liczebnie nie tylko był naszym najwięk. przeciwnikiem, ale szczególnie brutalnie teroryzował ludność polską. Chcieliśmy osobiście brać udział w napadzie na ten bataljon i w tym kierunku wydał mój brat odpowiednie polecenie. Na drugi dzień nadchodziły meldunki z dalszych oddziałów, że panuje wielki entuzjazm w naszych szeregach i że Grenzschutz nie jest uprzedzony o grożącym napadzie. Nie wątpiliśmy ani chwili, że napad nam się wszędzie uda i z niebywałem naprężeniem oczekiwaliśmy dnia wybuchu. Gdy na drugi dzień w południe gotowaliśmy się do wymarszu do Bzia, nadjechał nagle na rowerze zdyszany kurjer, wręcza papier i komunikuje, że : "przyszło z Bytomia, powstanie odwołane, z Rybnika już wysyłają kurjerów bezpośrednio do oddziałów, macie zawiadomić o tem kogo osiągniecie". Na papierze zdaje mi się było napisane: "zabawa się nie odbędzie, wszystko odwołane". Podpis nieczytelny. Rozpacz i depresja nasza była okropna. Rozkaz odwołania wyszedł według powszechnego mniemania od Korfantego. Gdy został jeszcze potwierdzony przez innych podkomendnych, zdecydował się mój brat na zawiadomienie najbliższych oddziałów, a wieczorem w okropnym nastroju wracaliśmy z aktami P. O.W. do Piotrowic.

Granica była jak zawsze wieczorem silnie strzeżona przez patrole Grenzschutzu i dopiero około 2-iej w nocy po godzinnejstrzelaninie sforsowaliśmy przejście około Ruptawy. Skutki odwołania powstania były dla organizacji fatalne. Dużo z najlepszych komendantów miejscowych zdekonspirowało się i musiało uchodzić za granicę. Wśród organizacji powstał bałagan i dezorjentacja. Wyrazem tych nastrojów było zebranie Komendantów powiatowych, zwołane po odwołaniu powstania do Piotrowic. W każdym razie z ich raportów wynikało, że tam, gdzie oddziały powstańcze się zebrały, liczba zebranych przewyższała liczbę przewidywaną w raportach i że również w dniu tym Grentzschutz o napadzie nie był uprzedzony. Wszyscy wypowiedzieli się w tym sensie, że powstanie miało szanse powodzenia i doprowadziłoby do opanowania terenu. Rozeszli się z tem, że trzeba nadal organizować i czekać na nowy rozkaz. Niedługo po tym pierwszym wielkim zawodzie zakechał do Piotrowic ks. I. B. i oznakmił nam iroczyście, że z polecenia Korfantego został p. A. Z. głównym komendantem P. O. W. Pan A. Z. zorganizował też centralę P. O. W. szumnie nazwaną "sztabem" i przeniósł ją do Strumienia. Nowo utworzony sztab starał się uchwycić całokształt pracy P. O. W. i opracować plan zbrojnego opanowania G. Śląska. Wartość jego utworzenia polegała zasadniczo na centralizacji wywiadu, który coraz sprawniej funkcjonował, oraz na samym fakcie powstania centrali.

Wszystkie inne prace rego sztabu miały objektywnie charakter raczej tragikomiczny, subjektywnie znów były wykonane z najlepszą wolą i wiedzą. Na terenie tymczasem nie podobało się pozostałym tam organizacjom P. O. W. utworzenie centrali pozaterenowej i począł się wytwarzać przeciwko Strumieniowi antagonizm, którego wyrazem było przybycie dnia 16 sierpnia 1919 r. delegacji z Bytomia z p. G., która oświadczyła nam, że lud rwie się do boju i że trzeba wydać hasło do powstania. Antagonizm ten miał swe źródło w przeświadczeniu komendantów terenowych, że sztab pozaterenowy nie potrafi tak doskonale odczuć nastrojów terenu i wskutek tego nie będzie skłonny do wydania hasła do powstania. W dniu 11 sierpnia 1919 roku zebrali się nadto w Bytomiu komendanci powiatowi z głównym komitetem wykonawczym - którzy przed utworzeniem sztabu w Strumieniu stał na czele P. O. W. i właściwie nie został jeszcze zlikwidowany - i postanowili likwidację dowództwa w Strumieniu oraz jaknajszybsze rozpoczęcie powstania. Wieść o tej uchwale przedostała się do organizacji i stworzyła bardzo bojowy nastrój, oraz atmosferę psychiczną jak przed burzą. Równocześnie w Piotrowicach zorganizowała się mała grupa ludzi, dążąca za wszelką cenę do wywołania ruchu zbrojnego. Mając prawdopodobnie wiadomość o uchwale komendantów z 11 sierpnia 1919 r. wysłali rozkazy, nawołujące do powstania w dniu 16. 8. 1919 r. podpisane przez p. I. i innych i wyznaczyli jako ogólny znak ruszenia wielką detonację w Piotrowicach. Jeden z takich rozkazów dostał się również do rąk śp. p. Fizi, komendanta powiatowego w Pszczynie, który stojąc pod wrażeniem uchwał bytomskich i ówczesnej atmosfery uwazał go za hasło do powstania i ruszył z oddziałem powiatowym w nocy z 16 na 17 sierpnia 1919 r. Ś. p. Fizia oprócz rozkazu z Piotrowic otrzymał jeszcze rozkaz z innej, dotychczas niestwierdzonej strony. Panom delegatom z Bytomia wyperswadowaliśmy po długiej naradzie beznadziejność ruchu zbrojnego w danych warunkach i ostatecznie uzgodniliśmy, że z naszej strony wyjedzie p. B. i inni do Bytomia, by na miejscu sprawę przedstawić i ustalić wspólną linję postępowania.

Równocześnie wydał obecny starosta Wyglenda, który zastępował głównego komendanta, piśmienne polecenie do wszystkich podkomendnych wstrzymania się od jakichkolwiek kroków na własną rękę i oczkiwania dalszych rozkazów. Gdy delegacja bytomska z p. B. i z kurjerami, wiozącemi rozkazy, podpisane przez Wyglendę, wyszła po południu ze Strumienia, by zdążyć w Pawłowicach na pociąg do Bytomia, zostali wszyscy przez tajną policję niemiecką aresztowani. Wieść o aresztowaniu doszła do nas dopiero na drugi dzień, a zarazem dochodziły nas niesprawdzone wiadomości, że powstańcy z Piotrowic napadli na Gołkowice. Wyglenda wysłał resztę kurjerów na teren celem utrzymania łączności z komendantami powiatowymi i poinformowania się o sytuacji. Na drugi dzień przyszła wiadomość, że Piotrowiczanie ruszyli i zdobyli po krwawej Gołkowice, że powiat pszczyński ruszył i że powiat katowicki ruszy w nocy. Zarazem nadeszli już pierwsi jeńcy niemieccy z Gołkowic. W chaosie wiadomości najbardziej sprzecznych i fantastycznych zapadła wówczas jednomyślna szybka decyzja rozszerzenia jaknajdalej powstania i podtrzymania go najdłużej w formie walki partyzanckiej, skoro jednolity napad już został udaremniony. Każdy z nas też odjechał tam, gdzie przypuszczał, że najlepiej mu się uda stworzyć oddział bojowy. I tak wyjechał mój brat w kierunku Golasowic-Pielgrzymowic, a ja z Wyglendą do Piotrowic, dokąd również miał stawić się mój brat. W Piotrowicach zastaliśmy mały uzbrojony oddział. Wyglenda objął dowództwo i po rozejrzeniu się w sytuacji zapadła decyzja uderzenia przez Godów w kierunku Wodzisławia, gdzie chcieliśmy się złączyć z bataljonem ś.p. Oślizloka - (poległ w III. powstaniu pod Olzą) - i w ten sposób rozszerzyć powstanie w pow. rybnickim. Do ś.p. Oślizloka wysłano rozkaz, który niestety go nie osiągnął. Mimo to w nocy tej, przeczuwając wprost nasz zamiar, zgromadził około 800 ludzi między Wodzisławiem i Wilchwą.

Tymczasem przyjechał do Piotrowic ze swoimi ludźmi mój brat, zdobywszy poprzednio broń, amunicję i prowiant. Przydało nam się to bardzo. Również zjawił się z głównym kom. ks. I. B., który udzielił nam na tę wyprawę generalnej absolucji. O godzinie 1-ej w nocy nastąpiła zbiórka przed gospodą Krutkiego. Było nas wszystkich, zdaje się, 45-ciu. Każdy był uzbrojony w broń palną i granaty ręczne, oprócz tego dysponowaliśmy 2 karabinami maszynowymi. Ciekawem jest, że prawie każdy z tych 45 w późniejszym P. O. W. i w powstaniach zajmował wybitniejsze stanowiska i odegrał ważniejszą rolę. Z nazwisk wypada wymienić Piechoczka, Sobika, Marszolika, Stanie, braci Żeleźnych, Benisza, Balcara, Hercoga, Fulka, Kwiatonia, Michalskiego. Oddział Grenzschutzu, równy naszej sile, pod dowództwem por. Petersena, okopał się w Godowie na wysokim pagórku obok dworca. We wszystkich sąsiednich wioskach były stacjonowane silne oddziały Grenzschutzu np. w bliskich Łaziskach jedna kompanja. Główne jego siły były skoncentrowane w Wodzisławiu, gdzie również gromadził swoich ludzi sp. Oślizlok z Marklowic. Najgroźniejszym naszym przeciwnikiem był pociąg pancerny nr. 32, który ciągle krążył między Rybnikiem i Żorami via Wodzisław - Godów. By odciągnąć go od przyjazdu do Godowa, nakazał Wyglenda sfingowany atak na Gorzyczki. Uchodźcy z pow. raciborskiego, którzy się gromadzili w Wierzmowicach (dzisiaj w Czechosłowacji), rozpoczęli krótko przed 4-tą rano strzelaninę w Gorzyczkach i pociąg pancerny nr. 32 też tam wyjechał. Krótko przed 4-tą rano osiągneliśmy Godów. Część oddziału z jednym karabinem maszynowym pod d-twem mego brata przekroczyła tor kolejowy i obeszła pagórek z tyłu, by Grenzchutzowi odciąć drogę do Wodzisławia. O godz. 4-tej strzał oznajmił nam, że droga jest odcięta.

Rozsypani w tryraljerce rozpoczęliśmy atak z dwóch stron. Walka trwała około 3 godzin, gdyż Grenzschutz bronił się zacięcie. Gdyśmy szturmem prawie doszli do dworca i pagórka, rozpoczęła się walka granatami ręcznemi. Gdy już nasze granaty ręczne padały do okopów niemieckich, wystawili Niemcy w głównym okopie na pagórku ich karabin maszynowy z białą płachtą na znak poddania się. W kilku skokach byliśmy na kopcu, gdzie wzięliśmy do niewoli 12 Niemców i jednego oficera, prawie wszystkich rannych. Około 30 Niemców poległo. Radość nasza po tem zwycięstwie była nie do opisania. Z okolicznych wiosek zgromadziły się nagle tłumy ludzi, witając nas jako wojsko polskie i oswobodzicieli Śląska. Z naszej garstki zrobił się wielki tłum. Niestety dowiedzieliśmy się, że atak na Wodzisław nie odbył się, gdyż p. Oślizlok otzrymał skądś rozkaz wycofania się ze swym oddziałem i wskutek tego powstańy, zgromadzeni w liczbie około 800 ludzi nad ranem rozeszli się . Była to bolesna wiadomość, która plan ataku na Wodzisław udaremniła. Postanowiliśmy wobec tego ruszyć na Grenzschutz w Moszczenicy i Jastrzębiu, by ruch zbrojny jaknajwięcej rozszerzyć. Oddziały nasze w międzyczasie z jeńcami i rannymi poszły do wioski na odpoczynek. W tym momencie usłyszeliśmy zdaleka turkot nadjeżdżającego pociągu pancermego nr. 32, który otworzył silny ogień artyleryjski na Godów i okolicę. Wobec tego wycofaliśmy się do Gołkowic, a stąd, widząc beznadziejność stoczenia dalszej walki do Piotrowic. Z wyprawą na Godów rozpoczął się okres prawdziwej walki partyzanckiej z Grenzschutzem. Szeregi nasze rosły z dnia na dzień, a spokojne Piotrowice zmieniły się w wielki obóz wojskowy. Z większych wypraw należy wymienic atak na Gorzyczki. Nieustanne te walki z Grenzschutzem trwały aż do połowy września 1919 r., a na polach między Gołkowicami i Skrbeńskiem, niejeden powstaniec zginął bohaterską śmiercią w obronie wolności Śląska. Z końcem września, wycofano nas do obozu w Oświęcimiu, skąd wróciliśmy na Śląsk, by w 1921 roku sztandaty powstańcze zwycięsko nieść ku Odrze i dokończyć dzieła, rozpoczetego tak krwawo w sierpniu 1919 roku.

Źródła:

  • "Polska Zachodnia" 1929.
Czytany 268 razy
Ostatnio zmieniany niedziela, 22 październik 2017 06:58

Dariusz Mazur

Pasjonat lokalnej historii. Kolekcjoner oraz autor wielu artykułów o przeszłości Jastrzębia.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe