Pozostałe piątek, 25 marzec 2016 11:01   |  

Towarzystwo Wstrzemięźliwości w parafii ruptawskiej i jastrzębskiej (XIX wiek)

Na początku lutego w uroczystość Matki Boskiej Gromnicznej, 1844 roku, ks. Jan Alojzy Ficek wraz franciszkaninem Stefanem Brzozowskim (Antoni Brzozowski) ogłosili, że pragną wprowadzić w swej parafii, w Piekarach, abstynencję od wódki. Ojciec Brzozowski wygłosił wówczas płomienną przemowę-kazanie atakujące w całej rozciągłości „przypadłość pewną”, problemy alkoholowe, które w szczególności dotykały włościan. Duchowni zaczęli stanowczo organizować misję wstrzemięźliwości i urządzać pierwsze Towarzystwa Wstrzemięźliwości. Warto zaznaczyć, że postulatem towarzystw nie była zupełna rezygnacja ze spożywania alkoholu. W głównej mierze chodziło o całkowite wyeliminowanie alkoholi wysokoprocentowych (spiritus, rum, arak). Początkowe efekty były bardzo imponujące, bo udało się zamknąć nawet ok. 300 gorzelni. Płynęły z tego istotne korzyści. W tym czasie zmalała m.in. znacząco liczb przestępstw. 
Parafia w Jastrzębiu i Ruptawie należała wówczas do dekanatu wodzisławskiego, komisariatu biskupiego w Raciborzu. Do parafii jastrzębskiej należały wówczas: Jastrzębie Dolne i Jastrzębie Górne oraz Kolonia Zofiówka. Natomiast do ruptawskiej należały: Cisówka, Ruptawiec, Ruptawa oraz filia Moszczenica. Według danych z 1846 roku w dekanacie wodzisławskim było w Towarzystwach Wstrzemięźliwości skupionych co najmniej 13635 osób. Nie wszyscy, którzy w towarzystwach byli respektowali główny postulat, hoc est unikanie picia trunków wysokoprocentowych. W dekanacie wodzisławskim w tymże roku było takich co najmniej 149 osób. Po słownej reprymendzie duchownego, każdorazowo zarzekali się, iż pić od tej pory nie będą. 
W sumie wszystkich, którzy odstąpili od picia wysokoprocentowych trunków było 15 tysięcy 97 osób w dekanacie wodzisławskim. W tym śluby przed ołtarzem Pańskim złożyło 7 tysięcy 383 kobiety. Do ksiąg Towarzystwa Wstrzemięźliwości wpisało się 849 osób z parafii jastrzębskiej i 975 z parafii ruptawskiej. Według źródeł ludzie garnęli się do tworzonych wówczas towarzystw.
Jako motywacje podawano wówczas, iż pijaństwo jest główną przyczyną pauperyzacji chłopów. Konsekwencje ponosiło pośrednio całe państwo, gdyż chłopi wydawali znaczącą część swoich pieniędzy na wódkę, tracąc przy tym ogrom czasu, który można by korzystniej spożytkować. Ponadto alkohol był wybitnie szkodliwy dla zdrowia, bo „nadwątla siły ciała i umysłu”. Skłonność do spożywania trunków była pewną zaporą dla dobrobytu i postępu kulturowego. Wódka były wówczas bardzo tania, co powodowało, że była szeroko dostępna. Upijano się często, upijali się prawie wszyscy przy byle okazjach. A sprzyjała temu niewątpliwie duża ilość karczm, oberż, szynków, w których to można było owe trunki nabyć. W roku 1858 były w okolicy, co najmniej trzy gospody, dwie karczmy i 14 szynków lub knajp. 
Wprawdzie propagowanie trzeźwości miało dużo zalet. Jednak występowały też znaczne mankamenty, mianowicie traciły na tym bezsprzecznie tutejsze gospodarstwa chłopskie. Aby straty zbilansować, zalecano właścicielom gorzelni, by przeorientowali produkcję rolną, przykładowo na chów i wypas bydła, czy też na produkcję buraków cukrowych. Gdyby jednak stracili na tym i tak pryncypium najwyższym nad ich zarobkiem, miał być los włościan. Duchowni dążyli także do wyższego opodatkowania alkoholu, co miało spowodować wzrost jego ceny, a przy tym mniejszą dostępność. Niewątpliwie tego rodzaju akcja mocno uderzała w gorzelnie. Ich właścicielami w znakomitej większości byli Niemcy, wyznania ewangelickiego. Mocno sprzeciwiali się również ruchowi abstynenckiemu szynkarze - Żydzi i handlarze alkoholem - domokrążcy. Dochody producentów spadły niemalże do zera. Żydzi próbowali zachęcać do odstępstw, rozdając darmo wódkę, organizując zabawy, kolportując ulotki sugerujące, iż wstrzemięźliwość od alkoholu szkodzi zdrowiu. Innym argumentem, który podnosili przeciwnicy abstynencji był rzekomy cudowny wpływ wódki na ciężko pracujących (m.in. górnicy). Aby podołać trudom pracy ludzie wykonujący takie zawody winni, ich zdaniem,  pić wysokoprocentowy alkohol. 
Tego roku, hoc est 1844 rozpoczął się w okolicy nieurodzaj - choroba ziemniaczana (prawdopodobnie wywołana przez Phytophthora infestans z gromady Oomycota). Chłopi zebrali ledwie dziesiątą część dotychczasowych zbiorów. W kolejnych latach do tego doszedł nieurodzaj zboża. To spowodowało, że produkty zdrożały do tego stopnia, ze mieszkańcy nie mogli nabyć żywności. Deficyt żywności windował ceny. Z kolei drożyzna uniemożliwiała zakup jedzenia. Zaraza ziemniaczana wespół z nieurodzajem zbóż obniżyła znacząco produkcję wódki w okolicznych gorzelniach. Niewątpliwie iluzorycznie pomogło to w obniżeniu produkcji alkoholu, a i paradoksalnie wsparło chwilowo działalność tutejszego Towarzystwa Wstrzemięźliwości. To jednak spowodowało, że ludzie głodowali, podupadali na zdrowiu, a i zapadali na śmiertelne choroby. Miejscowi zjadali korę drzewną, korzonki, a nawet słomę. Głód i epidemia tyfusu z lat 1847-1848 zrodził przekonanie wśród chorujących, że antidotum jest wódka. Miała rzekomo pomagać zwalczyć i zapobiegać chorobom (dżuma, cholera, tyfus). Nawoływania właścicieli geszeftów padały na podatny grunt. Argument jakoby spożywanie alkoholu odstrasza choroby był wszechobecny, a wspierała go śmierć zbierająca ogromne żniwo. Śmiertelność sięgała w okolicy nawet 20%. W wyniku tego działalność Towarzystw Wstrzemięźliwości została mocno wyhamowana. Znalazły się one w ogromnym kryzysie. Wprawdzie przetrwały go, jednak impet z jakim działały w początkowej fazie oraz siła perswazji duchowieństwa znacząco osłabła. Ich żywot był stosunkowo krótki, choć trzeba zaznaczyć, że odegrały one niebagatelną, pozytywną rolę wśród tutejszej ludności.
 

Źródła:

  • Kronika czyli Opis topograficzno-historyczno-statystyczny miasta i wolnego mniejszego państwa stanowego Wodzisław na Górnym Śląsku, cz. I: grudzień 1860, cz. II: październik 1864, Franz Ignatz Henke, Wodzisław Śląski 2003.
  • Lubszczyk J., Towarzystwo Wstrzemięźliwości w parafii ruptawskiej i jastrzębskiej, „Biuletyn Galerii Historii Miasta” nr 1 (39) z marca 2016 roku (ISSN 2080-3737).
  • Myszor J., Ruch trzeźwości na Górnym Śląsku w latach 1844-1914 [in:] Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne, t. XIV, Katowice 1981.
  • Polski Słownik Biograficzny, t. 3. Kraków 1937.
  • Tyrowicz M., Dzieje ruchu rewolucyjnego na Śląsku w latach 1846-1849, Katowice 1960.
  • Ważność towarzystwa wstrzemięźliwości, „Przyjaciel Ludu”, rok XI, nr 12 z 21 IX 1844.
Czytany 486 razy
Ostatnio zmieniany wtorek, 24 październik 2017 00:15

Janusz Lubszczyk

Historyk z Wodzisławia Śląskiego, nauczyciel, archiwista, autor artykułów i prac monograficznych o historii regionu i miasta. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 19 im. Juliana Tuwima i Zespole Szkół nr 3 im. Stanisława Wyspiańskiego.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe