Źródła sobota, 12 marzec 2016 09:57   |  

George Gladstone – Wizyta na Górnym Śląsku

Właściciele jastrzębskiego uzdrowiska włożyli wiele trudu, by rozreklamować kurort i zwabić jak najliczniejszą klientelę. W większości gośćmi naszego uzdrowiska byli tzw. „zwykli ludzie”. Jednak do tej małej wioski trafiali także bardziej zacni goście. Jednym z nich był George Gladstone – członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego z Londynu. Z informacji uzyskanych w samym Towarzystwie dowiadujemy się, że pan Gladstone został jego członkiem 14 marca 1864 r. z poręczenia W. S. Lindsay’a (członek brytyjskiego parlamentu, założyciel jednego z największych koncernów żeglugowych świata - WS Lindsay & Co), J. G. Frith’a (prezes Great Indian Peninsula Railway Company, wiceprezes The Enniskillen and Londonderry Railway) i jeszcze jednej niezidentyfikowanej osoby (problemy z rozszyfrowaniem podpisu). Po dłuższych poszukiwaniach udało się ustalić nieco więcej.

George Gladstone (1828-1909) urodził się w Londynie w dzielnicy Hackney i był drugim synem Johna Gladstone'a (1798-1877) i Alison Hall (1800-1872). Jego ojciec jako młodszy partner w firmie Cook i Gladstone prowadził hurtownię tkanin i miał trzech synów, którzy kształcili się w domu. George Gladstone był wybitnym pedagogiem i członkiem zarządu The British and Foreign School Society. W 1858 r. został członkiem Towarzystwa Chemicznego (Chemical Society), a w 1864 r., o czym już wspomniałem, zasilił szeregi członków The Royal Geographical Society. W tym okresie mieszkał w Clapham Common, S (południowa część Londynu). Z innych źródeł wiemy, że w 1874 r. mieszkał w Ventnor-villas, Cliftonville, Brighton, a w 1898 r. miał dom przy 34 Denmark Villas Hove East Sussex, gdzie pracował w tamtejszej szkole. W 1876 r. został wybrany do zarządu szkoły w Hove, a później pełnił funkcję wiceprzewodniczącego aż do 1882 r. Zmarł 25 września 1909 r. Został pochowany na cmentarzu w Hove.

Przy okazji warto wspomnieć o jego starszym o rok bracie. John Gladstone (1827-1902) był profesorem w dziedzinie chemii. Pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Fizycznego w latach1874-1876, a w okresie 1877-1879 był prezesem Towarzystwa Chemicznego. Oprócz badań w dziedzinie chemii, podjął pionierskie prace w dziedzinie optyki i spektroskopii. Był autorem około 140 publikacji i współautorem blisko 80.

Wracając do George’a Gladstone’a to można zadać pytanie, jak taki człowiek trafił do Jastrzębia i co go skłoniło do tej wyprawy. Pan Gladstone sam daje odpowiedź w swoim artykule, który został opublikowany w 1872 r. w periodyku „Illustrated Travels: a record of discovery, geography, and adventure”. Z tekstu wynika, że Georg Gladstone odwiedził Górny Śląsk w maju lub czerwcu 1871 r.

Z wizytą na Górnym Śląsku

Kąpiele w Königsdorff Jastrzemb na Górnym Śląsku, choć znacznie przewyższają wiele z tych, które są znane angielskiej publiczności, można śmiało powiedzieć, że są zupełnie nieznane po tej stronie kanału. Widząc krótkie ogłoszenie opublikowane niedawno w Berlinie o tym miejscu i zaletach jego wód, postanowiliśmy odszukać i spróbować ich skuteczności. Jednakże w Londynie próżno szukać odpowiedniej mapy, która określiłaby położenie miejscowości, co wskazuje na status tego miejsca.

Bezpośrednie połączenie pocztowe wiedzie przez Berlin i Wrocław. Te pradawne miasta są ogólnie osiągalne, co oczywiste, dzięki linii kolejowej przez Belgię i Kolonię. Jest to jednak długa droga. Osoby, które lubią morze wybiorą drogę przez Hamburg, choć będą prawie 12 godzin dłużej w podróży, nawet jeśli dopisze im szczęście i szybko dotrą do celu. W tym względzie specjalnie wybraliśmy drugi wariant. Na statku „Virgo”, z Londynu, przybyliśmy po bardzo szybkiej 37-godzinnej podróży do Hamburga, załapując się na nocny transport poczty do Berlina. Pociąg, który ją transportuje, przewiezie podróżnego bez przesiadek do Wrocławia, jeśli komuś zależy na czasie. Berlin oraz pozostałe miejsca po tej stronie są już ogólnie znane i traktujemy go jako nasz punkt startowy.

Linia z Berlina do Wrocławia jest jedną z państwowych linii kolejowych, a pociągi osobowe są bardzo wysokiej klasy. Wagony drugiej klasy znacznie przewyższają, zarówno w przestronności jak i komforcie, wagony pierwszej klasy na liniach angielskich. Wejścia do nich znajdują się na każdym końcu, co daje dodatkowe udogodnienie dla regulacji wentylacji - duża korzyść przy tak upalnej pogodzie jakiej doświadczyliśmy w ciągu dnia. Główne miasta jakie minęliśmy po drodze to Frankfurt nad Odrą i Legnica. Jednak z pociągu niewiele można zobaczyć. Kraj posiada te same cechy ogólne charakterystyczne dla wszystkich północnych Niemiec: piaszczysta równina przeplatana drzewami i polami ornymi, bez wzgórz aż po linię horyzontu. Jedyne nowości były spowodowane ostatnią wojną. Pociąg, którym podróżowaliśmy, był udostępniony oficerom i żołnierzom, którzy byli w drodze do różnych uzdrowisk. Otrzymali przepustki od rządu, szukając powrotu do zdrowia po reumatyzmie i innych dolegliwościach, których nabawili się we Francji. Od czasu do czasu widzieliśmy na stacjach całe pociągi wojskowe lub szpitalne, którymi powracały jakieś pułki do swoich głównych kwater. W innym miejscu część peronu kolejowego została zamieniona na szpital, prowizorycznie oddzielony i oznaczony znanym powszechnie Czerwonym Krzyżem na białym polu. Wiele, zbyt wiele, parowozów i wagonów nadal zdobią wieńce laurowe, którymi zostały udekorowane z okazji powrotu żołnierzy.

Wrocław jest ciekawym miastem. Łączy w sobie wiele z nowoczesnego życia i działalności niemieckiej stolicy, z urokiem jednego ze starych miast imperium. Liczne fabryki i duże nowe domy przypominają te z Berlina, natomiast kościoły i inne budynki użyteczności publicznej, wraz z większością domów w centrum miasta, przynoszą na myśl te w Norymberdze. Ubiór i maniery niższych klas są zgodnie z tym ostatnim, choć jest sprzyjający klimat dla biznesu - podobnie jak aktywność i dobrobyt tego miejsca, które można zobaczyć tylko w głównych centrach handlowych.

Stary ratusz, położony przy rynku głównym - jest czystym okazem średniowiecznej architektury. Kilka kościołów również są godne uwagi ze względu na strzeliste dachy i wieże oraz rzeźby, którymi są przyozdobione. Jest to rzeczywiście bogate pole badań dla antykwariuszy. Wczesnym porankiem znaczna część rynku oraz kilka z przylegających ulic jest zajęta przez handlarzy i ich stragany: drób wszelkiego rodzaju, mięso, masło, kwiaty, owoce, warzywa, urządzenia domowe, garderoba i prawie wszystko inne może tu kupić. Wieczorem mieszczanie udają się do ogrodów, które ubogacają miasto. Zajmują miejsca, które dawniej poświęcono na umocnienia. Kawa, lody i piwo są teraz spokojnie skonsumowane tam, gdzie wcześniej stały uzbrojone bastiony.

Odra nadaje się do żeglugi stąd aż do Bałtyku, wpadając do tego morza przy Świnoujściu. Jednak jest płytka i w wielu miejscach znajdują się mielizny. Transport rzeczny daje Wrocławiowi ogromne możliwości handlu. Przykładem niech będzie szkocka surówka hutnicza, która jest w stanie konkurować z miejscowymi produktami, choć sławne śląskie huty są oddalone zaledwie o około 100 mil. Ich główną wadą jest położenie blisko granicy rosyjskiej, mając tym samym zazdrosnego sąsiada, którego handlowe ograniczenia i taryfy protekcjonistyczne znacznie utrudniają wzajemne stosunki między dwoma narodami.

Z Wrocławia wiodą dwie trasy do Jastrzębia. Jedna przez Petrowice, a druga przez Rydułtowy lub Rybnik. Pierwsza ma tę zaletę, że doprowadza podróżnego do celu w krótszym czasie, ale z drugiej strony wymaga to przekroczenia granicy austriackiej, co wiąże się z kontrolą naszych bagaży przez celników. Poczta jest dostarczana przez Rydułtowy, co pozwala na utrzymanie korespondencji w granicach państwa pruskiego. W obu przypadkach droga do Nędzy jest tak samo długa. Tu trasa do tych dwóch ostatnich miejsc rozwidla się, podczas gdy główna linia przebiega przez Racibórz do Bogumina. Podczas tej jazdy można zauważyć, że zbliżamy się do terenów górskich. Zarys Karkonoszy można dostrzec na południowo-zachodnim horyzoncie, a niebawem na południowym wschodzie pojawiają się Karpaty. Piaszczysta równina jest miejscem występowania pokładów jurajskiego wapienia, który jest tu w dużym stopniu wydobywany i wypalany na wapno. Piece do wypalania wapna znajdują się w obfitej ilości w sąsiedztwie linii kolejowej. Są one znacznie większe niż te, które zazwyczaj można spotkać w Anglii i opierają się bardziej na modelu pieców hutniczych. Wyposażone są w równię pochyłą lub windę do podnoszenia kamienia do drzwi załadunkowych, powyżej których znajduje się komin służący do odprowadzania wyziewów.

Bogumin jest niewiele większy niż duża stacja kolejowa, połączony z austriackim urzędem celnym. Jest to skrzyżowanie wielkich linii kolejowych, które łączą Wrocław, Warszawę, Kraków i Wiedeń. Czego można się spodziewać, wiele narodowości jest tu reprezentowane, a peron dostarcza mnóstwo okazji do zapoznania się z różnością ubiorów przy okazji przyjazdu każdego pociągu. Najbardziej rzucają się w oczy Żydzi, których jest tu pełno. Wielu z nich ma włosy skręcone w długich puklach, czarny płaszcz sięgający do kostek, wysokie buty, a ich laski - niczym miara długości - bardzo sugestywnie obrazują charakter ich działalności. Kilku Węgrów można było zobaczyć w obszernym stroju z białej tkaniny, ze spodniami sięgającymi niewiele poniżej kolana i zakończonymi frędzlami. Kobiety w jasnych gorsetach, z chustą na głowie, ale bez butów i rajstop na nogach. Żołnierze w mundurach austriackich i w ogóle wszyscy podróżni z różnych stron, we wszelakich wariantach ubioru im przynależnym.

Pierwszą stacją na linii w kierunku Warszawy są Petrowice, najbliższe naszego punktu przeznaczenia. Po zejściu z peronu przekonaliśmy się, że znaleźliśmy się poza szlakiem zwykłych turystów, bo nie było żadnych pojazdów oczekujących na przybycie pociągu - niezbyt miła perspektywa, tym bardziej, że deszcz padał rzęsiście, a dodatkowym obciążeniem był nasz bagaż. Berlińczyk rzeczywiście uważa, że to przygoda przemierzać Górny Śląsk, a wielu Niemców w kąpielach nie uwierzy w nasze uroczyste zapewnienie, że przybyliśmy specjalnie z Londynu, nawet jeśli jakiś współpracownik gazety z Wrocławia uzna to wydarzenie godne opisania. Jakiś transport był absolutnie konieczne, i jak to było z wyborem Hobsona (wybór w sytuacji, kiedy można dostać albo tylko to, co dają, albo nic – przyp. red.), wysłaliśmy chłopaka do najbliższego domu wiejskiego i wynajęliśmy mały czterokołowy powóz z parą koni.

Z wiązką słomy służącą za siedzenie i naszym bagażem jako oparciem, wyjechaliśmy w strugach bezlitosnego deszczu wzdłuż jednej z najbardziej wstrętnych dróg, które można sobie wyobrazić. Po około godzinie jazdy, na szczęście bez większych zmartwień, które czasem wydawały się prawie więcej niż prawdopodobne, dotarliśmy do uzdrowiska. Nasze dusze trochę się ożywiły, kiedy zobaczyliśmy piękną aleję brzóz, prowadzącą do małej wioski. Nasze pierwsze zapytanie o stancje nie wywołały zachęcającej odpowiedzi. „Brak wolnych miejsc” było powszechną odpowiedzią dla gości przybyłych w tym sezonie, a nasz przypadek nie był wyjątkiem, więc po sprawdzeniu najbardziej prawdopodobnych miejsc i pytaniu, czy mamy własne posłanie, byliśmy zadowoleni ze znalezienia na tę noc małej izdebki, w której było jedno łóżko z posłaniem i drugie bez posłania.

Pierwsze wrażenia z Jastrzębia, zwłaszcza że następnego dnia było wilgotno i dżdżyście, nie były zbyt korzystne, ale jest to miejsce, które znacznie zyskuje po bliższym poznaniu. Odwiedzający te kąpiele przyjeżdżają dla ich zdrowia, a nie mody lub zabawy, jak w Homburg lub Baden-Baden. Dla niektórych rodzajów dolegliwości byłoby trudno dokonać lepszego wyboru.

Tutejsze wody mineralne posiadają szczególne właściwości ze względu na ilość jodu, który zawierają. Poza tym posiadają również brom. W odniesieniu do tego ostatniego elementu przypominają słynne wody Kreuznach, ale zawierają cztery razy więcej jodu. Mają mniej soli kuchennej i w związku z tym są bardziej przyjemne w smaku. Niektórzy z gości z początku nie piją zbyt chętnie porannej porcji, ale szybko się przyzwyczajają i codzienny obowiązek staje się przyjemnością. Podstawowy program przewiduje pobudkę około szóstej i zaleca dwa lub trzy hausty wody przy źródle między tą godziną a ósmą po południu, w międzyczasie spacerując po parku, który jest ładnie położony. Tu dobry zespół gra przez dwie godziny każdego poranka i tyle samo po południu, gdy wielu z gości pije również drugą porcję wody. W zalecanej ilości stosuje się większy umiar niż w wielu innych uzdrowiskach, dwie pełne szklanki rzadko są przekraczane na porannym spacerze.

Kąpiel, która w takiej czy innej formie jest zazwyczaj przepisywana, odbywa się w czasie jednej z porannych godzin. Jednak wskutek rocznego wzrostu liczby gości, niektórzy z nich są zmuszeni zażyć kąpieli w godzinach popołudniowych. W chwili obecnej do tych celów budynki łazienne posiadają 26 pomieszczeń, niezależnie od tych do natrysków i inhalacji, i zgodnie z ich wyposażeniem są podzielone na dwie klasy. Na te tańsze jest bardzo duży popyt i są w stałym użyciu od czwartej rano aż do szesnastej. Do kąpieli zwykle używa się tej samej wody, która bije ze źródła, tyle tylko, że jest podgrzana do odpowiedniej temperatury.

Pod względem zakwaterowania, zarówno w domach prywatnych jak i kwaterach kąpielowych, jest to wyjątkowy rok dla Jastrzębia. W kwietniu przypadkowo spłonął największy hotel (posiadający 40 pokoi), co wywarło dodatkową presję na pensjonaty. Do tego powracający z Francji żołnierze - schorowanych rząd rozesłał do różnych kąpieli w Niemczech, by skorzystali z wód. W Jastrzębiu przebywało od 25 do 30 szeregowych żołnierzy w jednym czasie, a jeden z domów został specjalnie przeznaczony na szpital wojskowy – poza tym jest wielu oficerów. Zbieg tych dwóch okoliczności stworzył nieoczekiwane zapotrzebowanie i bez mieszkańców nie da się temu szybko zaradzić. Plany już są przygotowane dla zaspokojenia tych potrzeb przed następnym sezonem.

Obiad, tak jak w całych Niemczech, jest o godzinie pierwszej. Od piątej do siódmej gości można generalnie spotkać w parku: albo piją wodę i spacerują, albo siedzą w pobliżu orkiestry, gdzie rozmawiają i słuchają muzyki. Po tym czasie przenoszą się do Domu Zdrojowego na podwieczorek, często na świeżym powietrzu, gdy tylko pogoda dopisuje.

Samo źródło, które zapewniło reputację temu miejscu, bije na głębokości 700 stóp w warstwach trzeciorzędu, które tu obfitują w węgiel. Wiercenia w bezpośrednim sąsiedztwie dowiodły istnienie złóż o grubości co najmniej trzydziestu stóp. Węgiel jest wysoce bitumiczny, w charakterystyce zbliżony raczej do węgla kenelskiego, emitujący metan, którego pęcherzyki przedostają się przez wodę. Gaz zanim dotrze do pijalni, jest odseparowany i celowo wypuszczany, aby uniknąć ryzyka wybuchu. Można wieczorem przeprowadzić mały eksperyment poprzez przyłożenie zapalonej świeczki, a gdy gaz zapłonie, na powierzchni wody będzie unosić się jasnoniebieski ogień. Przy drugiej studni odległej o około ćwierć mili od pierwszej, można w dogodnych warunkach obserwować uciekający gaz. Da się przy tym zauważyć pewną częstotliwość. Największa aktywność odbywa się w odstępach dwugodzinnych i towarzyszy jej wzrost poziomu wody. Ta studnia, o głębokości około 600 stóp, która nie jest w pełni wykorzystana, jako główne źródło wody daje około 6500 kubików dziennie, co w zupełności zaspokaja miejscowe potrzeby jak i popyt eksportowy.

Woda z obu źródeł, zarówno w stanie naturalnym jak i skondensowanym, jest butelkowana i rozsyłana w różne części świata, nawet do Stanów Zjednoczonych Ameryki i do Indii. W warzelni woda jest delikatnie odparowywana w płytkim garnku na małym ogniu do czasu, aż osiągnie ciężar właściwy 1'160. Podczas tego procesu tlenki żelaza i manganu, jak również węglany, są odseparowane, ale cenne składniki roztworu są zachowane, który procentowo jest teraz około 16 ½ razy lepszy niż przedtem.

Chociaż próbne odwierty zostały wykonane w całej okolicy, które potwierdziły istnienie pokładów węgla w regionie, to w promieniu 10 mil od uzdrowiska nie pracuje żadna kopalnia. W rzeczywistości nie ma sensu podejmować wydobycia, dopóki nie powstanie w tym miejscu linia kolei żelaznych. Koszt transportu węgla po takich drogach jakie są obecnie byłby ogromny. Rolnictwo jest zatem głównym źródłem zatrudnienia. Kraj zasadniczo jest pofałdowany, a gleba składa się z piasku i gliny. Kamienie, jakie można zauważyć, są zaledwie wielkości włoskiego orzecha. Jest to ładnie przeplatane lasami, złożonymi głównie ze sławnego śląskiego dębu szypułkowego, brzozy, buku i sosny. Drogi są bardzo często obsadzone brzozami, co nadaje im wygląd angielskiego parku. Drzewa rosną bujnie, co pozwala znaleźć w lesie wiele przyzwoitego materiału na drewno. Gdzie ziemia jest osuszona, uprawy również są dobre, ale w odniesieniu do odprowadzania wody jest jeszcze wiele do poprawy. Zagłębienia są niczym mokradła, gdzie rośliny wodne walczą o grunt z naturalnymi pastwiskami.

Głównymi produktami gospodarstw są pszenica, żyto, jęczmień, owies, łubin, gryka, koniczyna, buraki i ziemniaki. Warzywa i owoce rzadko się trafiają. W czasie naszego pobytu nie zauważyliśmy żadnej owcy. Krowy należą do rasy tych małych, ale dostarczane mleko może konkurować z mlekiem rasy Alderney. Są wypasane głównie przy drogach i pilnowane przez dziewczę, aby nie poszły w szkodę lub są uwiązane na jakimś małym kawałku podmokłej łąki, o której już wspomniałem. Prawie każdy zagrodnik ma dwie lub więcej świń, które zawsze są uwiązane na łańcuchu oplatającym ich szyje.

Ptaki występują w dużych ilościach, a naturalną konsekwencją tego jest fakt, że uprawy nie są zjadane przez owady, jak to ma miejsce we Francji. Gniazda wróbli i jaskółek da się zauważyć we wszystkich zakamarkach i kątach drewnianych chałup. Śpiew skowronków można usłyszeć nad rozległymi polami, natomiast w gęstwinach urzędują sroki, słowiki i grzywacze. Przepiórki są również powszechnie spotykane, ale nie są tak cenione, by trafić na stół. Również dość licznie występują kuropatwy. Zajęcy jest pod dostatkiem, a lisów jest aż zanadto - są one traktowane jako szkodniki i przeznaczone do odstrzału. Nie więcej niż 150 metrów od naszego domu - w lesie, który jest częścią parku przeznaczonego dla gości kąpielowych - znajdują się ich nory.

Niewielu z miejscowych mówi po niemiecku. Są narodowości polskiej i zachowują ojczystą mowę. Kobiety wykonują większość polnych robót, a wielu silnych młodzieńców wciąż przebywa w wojsku. W dni powszednie prawie nigdy nie noszą butów i podkolanówek, ale za to w niedzielę zakładają to, co mają najlepsze, by udać się do kościoła. Cała populacja jest wyznania rzymskokatolickiego - w promieniu pięciu mil nie ma żadnego kościoła ewangelickiego - regularnie uczęszczają na nabożeństwa i są bardzo wierzący. Kościół parafialny znajduje się w Jastrzębiu Górnym, o dwie mile od uzdrowiska, jest też kościół w Moszczenicy, odległy o około 1 milę w przeciwnym kierunku. Kobiety wchodzą przez boczne drzwi i zajmują wyłącznie miejsca od tego punktu aż do balustrady przy ołtarzu. Z kolei mężczyźni wchodzą głównym wejściem i zajmują resztę przestrzeni.

W niedzielny poranek, kiedy odwiedziliśmy to miejsce, zebrało się więcej ludzi niż kościół mógł pomieścić. Dlatego też kobiety, które nie znalazły miejsca w środku, przysiadły na kościelnym dziedzińcu w pobliżu drzwi lub uklękły pod zadaszeniem, które biegnie przy ścianie po tej samej stronie. Mężczyźni utworzyli taką samą grupę w ganku i po przeciwnej stronie budynku. Kazania, które poprzedzało mszę, zgromadzeni przed kościołem nie słyszeli, ale do pozostałej części mszy mogli się włączyć, gdyż mieli książki do nabożeństwa. Śpiew odgrywa dużą rolę w mszy i wszyscy wierni śpiewają z zaangażowaniem. Miło było popatrzeć na rozchodzących się ludzi po zakończeniu ceremonii. Grupki kobiet w białych czepkach, jasnych chustach i krótkich białych rękawach, tworzą piękny kontrast z zielonymi polami, wśród których wracają do domu. Stojąc na małym pagórku, na którym stoi kościół, można zobaczyć jak rozchodzą się we wszystkich kierunkach.

Następnego dnia byliśmy świadkami ceremonii ślubnej w kościele parafialnym, na który przybyła znaczna część mieszkańców Jastrzębia Górnego. Kościół rzeczywiście był prawie pełen gości. Był taki sam podział kobiet i mężczyzn jak w niedzielę. Panna młoda z czterema druhnami klęczała przed ołtarzem przez całą mszę poprzedzającą zaślubiny. Pan młody i drużbowie usiedli w ławce w przedniej części kościoła przeznaczonej dla mężczyzn. Panna młoda ubrana była w czarny gorset, z długimi rękawami z tego samego materiału i krótką spódnicę z obszernymi halkami, białe pończochy i czarne buty. Jej włosy były mocno zaplecione i miała na głowie zielono-biały wianek z kokardą i długimi zielonymi wstążkami. Druhny były podobnie ubrane, z tą różnicą, że ich wianki i wstążki zamiast koloru zielonego były czerwone.

Pan młody miał niebieski płaszcz sięgający obcasów oraz kapelusz przyozdobiony dużym pękiem zielonych i białych kwiatów, przewiązanych taką samą wstążką jak u panny młodej. Drużbowie byli podobnie ubrani, z kwiatami i wstążkami dopasowanymi do druhen. Msza dobiegła końca, panna młoda wstała, podeszła do balustrady i ponownie uklękła za celebrującym mszę kapłanem. Pan młody z towarzyszami podążył za panną młodą i ukląkł po jej lewej stronie. Uroczystość została odprawiona w języku polskim, w czasie której zostali pokropieni wodą święconą i pomazani świętym olejem, a następnie na stojąco, ze złączonymi rękami, każdy powtarzał wzajemne ślubowanie, po czym kapłan ogłosił ich mężem i żoną, a błogosławieństwo zakończyło ceremonię. Od razu ksiądz oddalił się, a kościelny, z niewielkim krucyfiksem w ręku, zajął miejsce z boku głównego ołtarza, gdzie stała chrzcielnica.

Wówczas państwo młodzi ze swoją świtą przeszli w procesji dookoła ołtarza, żegnając się święconą wodą i całując krzyż, po czym wrócili na swoje miejsca. Następnie wszyscy mężczyźni, a po nich wszystkie kobiety, wstali i wykonali takie samo okrążenie. Po wszystkim goście stopniowo zaczęli wychodzić, by udać się do dużej gospody oddalonej o około 100 jardów, przed którą orkiestra dęta zaczęła grać, gdy pierwsi z nich dotarli na miejsce. Panna młoda ostatecznie pozostał sama na cmentarzu, najwyraźniej szukając swego małżonka! Nie będąc w stanie go odnaleźć, poszła w kierunku gospody, a my zaciekawieni taką scena, która jest dla nas nowością, poszliśmy za nią zachowując odpowiedni dystans. Pan młody ostatecznie pojawił się i odsunęliśmy się na bok pozwalając mu przejść. Nagle zatrzymał się i wyciągając spod płaszcza butelkę wina przemówił do nas po polsku i namówił do picia. Z najlepszymi życzeniami dla szczęśliwej pary przyjęliśmy zaszczyt, nie wiedząc, jaki alkohol butelka może zawierać. Przy drzwiach gospody stał lekki powóz z parą koni, którym młoda para odjechała. Jeszcze się zbytnio nie oddalili, gdy ich przyjaciele rozpoczęli świętowanie.

Ludzie z niższych klas prawie zawsze pozdrawiają obcych słowami "Dzień dobry". Jest to piękny zwyczaj, który przeważa na wiejskich terenach Niemiec, a za otrzymanie jakiejkolwiek małej przysługi wyrażają swoje podziękowania według praktycznego zastosowania terminu, który jest zwyczajowo używany tylko metaforycznie - „całuję Twoją dłoń”. Pokojówka oraz portiera w naszym domu to potwierdzają. Gdy pierwszy raz piszący dał drobne niedołężnej starej kobiecie, ona wyraziła swoją wdzięczność w ten tradycyjny sposób, ten jednak cofnął rękę tak szybko, jak to tylko było możliwe.

Odwiedzający Jastrzębie dobrze zrobią, gdy zabezpieczą się w razie niepogody. Po wspaniałym poranku może nadejść nieprawdopodobnie silna burza w godzinach popołudniowych, zwłaszcza, gdy wiatr wieje od strony Karpat. Jako że drogi nie są wyłożone kamieniami, piesi muszą zaopatrzyć się w odpowiednie obuwie dostosowane do takich warunków pogodowych. Muszą również przyjąć z wdzięcznością także inne rzeczy, jakie to odległe miejsce może dostarczyć, nie oczekując luksusów, które panują w bardziej modnych kurortach czy dużych miastach. Niemniej jednak nie jest pozbawione zwykłej uprzejmości niemieckiego życia. Jako przykład, który możemy podać, jest fakt wręczenia nam czterech eleganckich bukietów kwiatów przez osoby, które do czasu naszego przyjazdu były nam zupełnie nieznane, a z którymi udało nam się zaprzyjaźnić w czasie naszego pobytu.

Ulubionym miejscem wycieczek z Jastrzębia jest Cieszyn, w którym można znaleźć ciekawe miejsca, choć leży na Śląsku Austriackim. Droga, która zajmuje trzy godziny w każdą stronę, wiedzie przez piękną zadrzewioną krainę przypominającą park. Miasto zbudowano w szerokiej dolinie, która rozdziela Karpaty Wielkie od Małych. Stoi na zróżnicowanym terenie, a główna ulica biegnie nad rzeką Olzą. Znajduje się tu wzgórze zwieńczone starą wieżą (ruiny zamku zniszczone ponad 200 lat temu), z którego rozpościera się wspaniały widok na miasto i dolinę, wsparty imponującymi szczytami Beskidów. Istnieją liczne dowody na to, że przebywamy w innym kraju. Dwugłowy orzeł zastąpił bardziej naturalnego pruskiego orła, austriackie mundury różnią się od tych niemieckich, a i kobiety są przyodziane w inne stroje.

Wydaje się dziwne, że gdy ludność Jastrzębia jest wyłącznie katolicka, to mieszkańcy Cieszyna, aczkolwiek w Austrii, są w połowie protestantami. Na wzniesieniu w górnej części miasta stoi bardzo duży kościół. Jego niezwykłe położenie umożliwia obserwowanie bardzo oddalonych terenów w każdym kierunku. Pewnego niedzielnego poranka poszliśmy tam o ósmej, spodziewając się spotkać ludzi zmierzających na jutrznię. Na wejściu brakowało wody święconej, a w kościele znajdował się tylko ołtarz, krucyfiks i zapalone świece, wspólne dla wszystkich wyznań w Niemczech. Po zakończonej posłudze zwróciliśmy się z zapytaniem do pastora. Jego odpowiedź bardzo nas zdziwiła, bo okazało się, że nie tylko w Cieszynie, ale na całym Śląsku Austriackim luteranie są bardzo liczni.

Posługę kapłańską, choć prowadzoną wyłącznie w języku polskim, obserwowaliśmy z dużym zainteresowaniem. Łączyła w sobie konfirmację, eucharystię, mszę z kazaniem i na koniec chrzest. Początek miał miejsce o godzinie ósmej. Około 150 chłopców i dziewcząt, prowadzonych przez duchownego, weszło w procesji do kościoła, aby poddać się obrzędowi. Towarzyszyło im kilkuset świadków. Po przeegzaminowaniu, po trzy dziewczynki i trzech chłopców podchodziło do balustrady przy ołtarzu, gdzie nakładano na nie ręce. Konfirmanci wzięli udział w komunii świętej, do której przystąpiła większość zgromadzonych. Po zakończeniu uroczystości wszyscy opuścili kościół, a konfirmanci podążyli za duchownym do jego domu, by odebrać świadectwa. Niektórzy udali się na cmentarz, aby przysiąść przy grobie swoich zmarłych. Pozostali rozproszyli się w małych grupkach z przodu na wolnej przestrzeni lub udali się na odpoczynek. W uroczystości wzięło udział około 4000 osób, a cały budynek, wraz z jego trzypoziomową galerią, był zatłoczony. Trwało to aż do godziny pierwszej, po czym kilka niemowląt zostało ochrzczonych w zakrystii. To był bardzo ładny widok, jak zgromadzeni zstępowali po kościelnych schodach.

Ci, którzy chcą zobaczyć w Karpatach nieco więcej, mogą pojechać do Bielska, ostatniego miasta na Śląsku Austriackim. Jest to cudowna przejażdżka, która z Cieszyna zajmuje cztery godziny, przez północne grzbiety gór, których piękne stoki porośnięte lasem wznoszą się okazale po prawej stronie. Z kolei po lewej rozciąga się tak daleko, gdzie tylko wzrok sięga, wielka równina Polski. Główna droga przecina Wisłę około 12 mil od jej źródeł, ale w tym miejscu jest to już dość znacząca rzeka, która ewidentnie stanowi zagrożenie powodziowe, a most po obu stronach rozciąga się daleko poza normalne koryto rzeki.

Bielsko jest dużym przemysłowym miastem, a populacja ludności (razem z Białą, czyli częścią leżącą po galicyjskiej stronie rzeki o tej samej nazwie) sięga 16000. Podstawową gałęzią przemysłu jest przędzenie lnu i produkcja wyrobów wełnianych. Małe odgałęzienie linii kolejowej łączy Bielsko z magistralą Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda, co z jednej strony umożliwia dogodne połączenie z Wiedniem, a z drugiej z całymi północnymi Niemcami oraz Rosją. Choć znaleźliśmy się tak daleko, to spotkaliśmy właściciela fabryki, który powiedział nam, że maszyna przędzalnicza w jego zakładzie został wyprodukowana w Leeds. Razem z kosztem transportu zapłacił mniej, niż zamówiłby ją bliżej domu. Jest też planowane przedłużenie linii kolejowej do stolicy Węgier, które przyczynią się do dalszego wzrostu dobrobytu miasta, ponieważ znaczna część produkowanej w Bielsku przędzy jest zużywana właśnie w tym kraju.

Ludność jest prawie całkowicie protestancka. W hotelu, gdzie zatrzymaliśmy się na nasz południowy posiłek, Towarzystwo Gustava Adolfa zorganizowało publiczny obiad. Zadaniem tego stowarzyszenia jest pomoc w tworzeniu i utrzymywaniu szkół powszechnych w biedniejszych i mniej zaludnionych regionach. Pod tym względem jest prawie analogiczne do naszego Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Szkolnego. Tu jednak przymusza się wszystkie dzieci do pójścia do szkoły i nie ma rozróżnienia z jakiej klasy społecznej pochodzą. Młodzi należący do zamożnych rodzin siedzą na takich samym miejscach co te z biednych. Ci drudzy, jakby nie patrzeć, często nie są w stanie płacić czesnego. Zatem w wielu regionach szkoły nie mogłyby się utrzymać bez pomocy z zewnątrz. Przyjaciele Towarzystwa razem z delegatami z innych miast, wspólnie spożyli obiad w ogrodzie przylegającym do hotelu w cieniu drzew i przy dźwiękach muzyki w wykonaniu dobrego zespołu. Festiwal trwał od drugiej do czwartej, kiedy to wszyscy odjechali powozami, które na nich czekały, by przejść do poważnej części biznesowego spotkania.

Z Bielska zachwycające wycieczki można odbyć do Jaworza i innych górskich miejscowości, gdzie piękne widoki mogą łączyć się z novum dla tych, którzy podróżują wyłącznie przez bardziej uczęszczane regiony kontynentu.

Źródła:

  • „Illustrated Travels: a record of discovery, geography, and adventure”, Londyn, Paryż i Nowy Jork 1972.
  • Quarterly Journal of the Chemical Society of London 1852.
  • Educational Record 1909.
  • https://en.wikisource.org/wiki/Gladstone,_John_Hall_(DNB12)
Czytany 356 razy
Ostatnio zmieniany sobota, 16 grudzień 2017 01:57

Dariusz Mazur

Pasjonat lokalnej historii. Kolekcjoner oraz autor wielu artykułów o przeszłości Jastrzębia.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe