Źródła piątek, 19 luty 2016 09:09   |  

Dokument z wieży kościała jastrzębskiego (1947 rok)

O. A. M. D. Gl. !
Na wieczną pamiątkę wielkich zdarzeń podaje się do wiadomości przyszłych pokoleń, iż w roku zbawienia1945, za panowania Ojca św. Piusa XII, szalała na połudnowych terenach powiatu Rybnickiego, Pszczyńskiego oraz na północnych terenach powiatu bielskiego, a częściowo i cieszyńskiego straszliwa fuzja wojny światowej, która wybuchła d. 1.IX.1939 r. wskutek najazdu niemieckiego na Polskę. Pierwsze oddziały niemieckie wkroczyły do Jastrzębia d. 1.IX.1939 ok. godz. 11-tej rano, wnet po zakończeniu nabożeństwa w I-szy piątek mies. Września. W ostatnim zaś roku wojny, tj. na wiosnę r. 1945-go przeszła fala wojny m.i. także przez Śląsk - a zakończyła się d. 9.V.1945 zdobyciem Berlina. Do naszej gminy wkroczyły pierwsze oddziały armii rosyjskiej w Niedzielę Palmową, d. 25.III.1945. Front posuwał się bardzo powoli. Niemcy, zasłaniając Zagłębie Karwińskie, bronili się zaciekle. Zdarzały się wypadki, iż domy, odległe od siebie o kilkadziesiąt metrów, były obsadzone przez przeciwne armie. Tak n.p. na plebanji byli już Rosjanie - a u kościelnego, Jana Szulika, trzymali się jeszcze Niemcy. Skutki ataków i oporu były straszne: prawie 80% domów mieszkalnych i gospodarczych padło pastwą granatów i bomb, wyrzucanych obustronnie z czołgów i samolotów. Dużo budynków doszczętnie spłonęło. Zniszczone zostały także w bardzo wielkiej części i pola, stratowane i przeorane potężnymi czołgami i porozrywane olbrzymimi "lejami", nieraz 7 m szerokimi a 4 m głębokimi, pochodzącymi od bomb, głównie samolotowych. Na polach pozostało także mnóstwo trupów żołnierzy niemieckich i rosyjskich, które miejscowa ludność skrzętnie na tych samych miejscach grzebała. Straszne było położenie naszej ludności, znajdującej się wśród działań frontowych, które u nas trwały ok. 6 tygodni. Ludzie mieszkali w piwnicach wśród zimna, wilgoci i ciemności, ukrywając nie tyle swoje mienie, ile raczej ochraniając swoje dzieci, żony i córki. Inwentarz żywy straciła ludność prawie w całości, z martwego, zaś bardzo mało pozostało. W gminie naszej pozostało tylko kilka koni i krów. Do kompletnej utraty mienia przyczyniły się w wielkiej mierze kilkakrotne nakazy ewakuacji. - Bardzo ciężko ucierpiał także i nasz kościół parafialny pod wezwaniem św. Katarzyny, poświęcony Opatrzności Boskiej, której obrazy i symbole znajdują się ponad Głównym Ołtarzem, w ołtarzu bocznym, na chorągwi a nawet nad głównem wejściem w murze. Cały dach wieżowy i kościelny doszczętnie spłonął. Z dolnej, murowanej części wieży pozostały tylko resztki zbombardowanych ścian. Wielki, stary dzwon, który podczas zabierania przez Niemców w r. 1941 z czterech mniejszych dzwonów zdołano uratować, jako dzwon pamiątkowy, ulany z dzwonów spalonego w r. 1811 starego kościoła drewnianego - spłonął teraz, przy pożarze wieży, prawie zupełnie. Na cmentarzu zbombardowane zostały pomniki, a niektóre groby aż do wnętrza porozrywane, takiż miejscami nawet trumny były widoczne, a niekiedy kawałki trumien do powietrza wylatywały. Dach kościoła prawie tydzień płonął - a nikt nie odważył się gasić go, gdyż pociski wciąż padały. Plebania w 1/3 części legła w gruzach. Miejscowy proboszcz, Ks. Machalica, który w r. 1940 otrzymał od niemieckiego "Gestapo" nakaz opuszczenia plebanji i Jastrzębia, kiedy wrócił z polecenia Biskupa z Pielgrzymowic, gdzie przez 5 lat przebywał z klasztornym "Domu Starców" z powrotem do Jastrzębia Górnego musiał przez pewien czas mieszkać w domu kościelnego Jana Szulika. W samem zaś wnętrzu kościoła, który został gwałtem otwarty a tabernakulum rozbite, brakowało po przejściu frontu prawie zupełnie bielizny kościelnej i świec, niektórych paramentów itd. 2 kielichy, 2 monstrancje, 2 cyborja znaleziono w różnych miejscach, a nawet stawach plebańskich porozrzucane i poniszczone, ze znalezionych niektórych części znowu je jako tako poskładano. Trzeciego kielicha dotąd brak. Jednakowóż mimo tych strasznych zniszczeń w kościele i całej parafiji - nasza Opatrzność Boska, której odpust jako główny - parafija nasza obchodzi w VI niedzielę po świątkach, w sposób bardzo uroczysty, przy udziale wiele procesji nawet z bardzo odległych miast, jak z Rybnika i Żor (według starodawnych ślubowań tych miast) - nad nami najwidoczniej czuwała. Mimo bowiem strasznego ognia, jaki szalał nad naszym kościołem i cmentarzem - nie zostały zarówno boczne ściany jak i sklepienia, nigdzie - poza małymi śladami pocisków - rozbite lub przestrzelone. Nawet celny strzał granatu w ścianę za ołtarzem głównym, nie przebił muru, lecz tylko częściowo, i to z zewnątrz, go poszarpał. Do wnętrza zaś kościoła - co z całym naciskiem podkreślić należy - nie wpadł przez szerokie dwie rozety ani jeden ogarek palących się długo belek dachu - ani też nie przebiły walące się potężne i ciężkie wiązadla dachu w żadnem miejscu pięknego chociaż cienkiego sklepienia, jak to miało miejsce we wszystkich innych kościoła sąsiednich (Rogów, Gorzyce, Rybnik, Wodzisław, Mszana, Pawłowice, Pielgrzymowice, Pruchna, w wielu wielu innych kościołach) chociaż nawet dachy w niektórych z nich nie tak zupełnie, jak nasz spalone i rozbite zostały - co uważać musimy - chcąc nie chcąc - za najwidoczniejszy cud. Jak widocznem było to czuwanie Opatrzności Boskiej nad naszym kościołem - świadczy najlepiej fakt, iż przez meleńki tylko. Bo zaledwie kilka cm2 liczący otwór w sklepieniu wieżowem za organami, przez który przechodziła dawniej cienka linka do dzwonienia sygnaturką, przepadł tylko drobny, żarzący się ogarek: a od tego tylko ogarka zaczęła się palić podłoga za organami i - gdyby nie był kościelny zauważył - w ciągu dnia - dymu wychodzącego z frontowego okna wieży poza organami i nie był tego zagasił, byłyby się od tego właśnie maleńkiego ogarka spaliły niewątpliwie i nasze nowe w r. 1932 ufundowane śliczne organy, a od nich oczywiście i całe wnętrze kościoła, co równałoby się zupełnemu powaleniu się kościoła - Czuwanie Opatrzności Boskiej nad całą parafią również i w tym upatrywać można, iż poza dwoma wypadkami nikt z parafjan nie został zabity mimo kilkutygodniowego ognia frontowego. Niech więc modlitwy pobożnych parafjan przy dzisiejszej uroczystości dnia 22.VI.1947 - przy poświęceniu i wyciąganiu na wieżę odnowionego Krzyża wraz z nową kopułą - łączą ze sobą: i dziękczynienie za dotychczasową opiekę i prośbę o dalszą opiekę na przyszłe czasy, a w szczególności - aby już nigdy nie przeżywała ludność naszej parafji tak strasznych przejść jak w pamiętnym dla nas roku 1945. Królowi Wieków Cześć I Chwała! Amen. Ks. Augustyn Machalica Proboszcz w Jastrzębiu Górnem. PS. Remont kościoła i budowę wieży oraz ufundowanie wielkiego dzwonu uskuteczniono drogą większych i mniejszych składek dobrowolnych wśród parafjan. O fundusze dalsze, subwencje z Władz Wojewódzkich, o asygnaty na materjały w Rybniku, Katowicach oraz Pszczynie i Bytomiu, o zezwolenie na wywalcowanie blachy miedzianej na wieżę za pośrednictwem Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie - starał się osobiście w tych miastach miejscowy proboszcz, ks. Machalica. Drzewo zwieźli prawie zupełnie bezpłatnie nasi poczciwi, chociaż ...... rolnicy. Dachówkę wykonaliśmy we własnym zakresie w szopie na plebanji, szczególnie opalanej, tak iż byliśmy z dachówką, wykonywaną przez p. Kałużę Roberta i z nakrywaniem nowo wybudowanego dachu gotowi tuż przed Świętami B. Narodzenia w r. 1945. Dzwony sprowadziliśmy w r. 1946. Mniejszy o wadze 400 kg ufundował p. Wnuk Wiktor z bratem Ignacym i synem Franciszkiem i żoną Franciszką. Plany wykonał p. Mazur Fr., z Chorzowa. Kierował budową: Kapusta Filip. Pomagali mu cieślowie: Goik Augustyn, Grygierek Wiktor i inni. Murarskie prace wykonała kolona Nikodema Orszulika. Pokrycie wieży blachą miedzianną wykonał Dudzik Edw. Z synem Romanem, bratem Henrykiem i Stan. Salamonem. Przy obijaniu dachu deskami pomagała kolona Maxa Gajdy. Kopułę złocił 24 karatowem złotem Masorz z Rybnika Załącza się: 1) Puszkę ze starym aktem z r. 1925 i ówczesnymi monetami 2) 2 łuski granatów, jakie padały na naszą parafję - i dzisiejsze pieniądze obiegowe 3) Kawałek stopu ze spalonego starego, historycznego dzwonu z przed 125 lat. 4) Ułamek granatu, znalezionego w ściane za ołtarzem w głębokości 15 cm. w murze 5) Fotografie: a) Kościół przed zbombardowaniem b) Po zbombardowaniu c) Wygląd kościoła w r. 1945 23.XII.1945 w dniu ukończenia dachu i prowizorycznej wieży papowej. d) Spuszczenie dzwonu przez okupanta niemieckiego w r. 1941 Podpisy członków Rady Parafialnej, Patrona i Dobrodziejów 14 nieczytelnych podpisów.
 
 
Mieszkańcy znakomitej większości miejscowości podejmowali, co warto podkreślić w wielu przypadkach pomyślne starania, by pozostawiać informacje o wydarzeniach z życia parafii i kościoła dla potomnych. Poszukiwali stosownych miejsc, by bezcenne wiadomości przetrwały możliwie najdłużej. Takim miejscem w jastrzębskiej świątyni była wieża. Prócz bezcennych pisanych informacji w skrzynce miedzianej umieszczano także monety z danego czasu. Każdorazowo podczas restauracji wieży kościelnej miedziany pojemnik otwierano, następnie wkładano do niej monety i zapiski z owych czasów.
Dokument pochodzi z roku 1947. Napisał go ówczesny proboszcz parafii pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, ks. Augustyn Machalica.
Odkrycia dokonali pracownicy remontujący kościół, 13 i 15 maja 2008 roku. Znaleźli wówczas m.in. dokumenty, banknoty, monety, wojskowy hełm, łuski i pociski do karabinu.
 
 

Źródła:

  • Archiwum Parafii p.w. św Katarzyny w Jastrzębiu Górnym.
Czytany 366 razy
Ostatnio zmieniany poniedziałek, 18 wrzesień 2017 20:29

Janusz Lubszczyk

Historyk z Wodzisławia Śląskiego, nauczyciel, archiwista, autor artykułów i prac monograficznych o historii regionu i miasta. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 19 im. Juliana Tuwima i Zespole Szkół nr 3 im. Stanisława Wyspiańskiego.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe