Źródła piątek, 25 grudzień 2015 09:23   |  

List Jarmily Witczak do rodziców - Londyn 13 czerwca 1945

"Londyn 13. 06. 1945.

Najdrożsi,

jestem taka szczęśliwa, że mogę do Was napisać po tylu latach milczenia, że nawet nie wiem jak i gdzie zacząć. Często Was wspominaliśmy i baliśmy się czy jesteście wszyscy zdrowi. Właśnie wczoraj dostałam od młodego pana Stránskiego wiadomość, że jesteście wszyscy zdrowi i od razu zrobiło mi się lżej na duszy. Otrzymałam od Was przez cały ten czas tylko dwa listy od Jarka, w ostatni napisał, że Libuška jest już wydana (myślę, że teraz jest pani Wojtašíková), tak sobie myślimy, że koło babci i dziadka będzie piękny rząd dzieci – Tylko u nas nic, nawet w tej naszej emigranckiej biedzie jakoś nie szło, ale o tym wszystkim już ustnie.

Trochę też chorowałam - ten angielski klimat mi nie służy – ale nie martwcie się, czuję się już dużo lepiej. Jestem dość gruba i zdrowa i jak dostaniemy się w nasz klimat to szybko dojdę do siebie. Ku zaskoczeniu Mikołaj trzyma się całkiem dobrze, dużo lepiej niż w Jastrzębiu. Przeżyliśmy razem dość ciężkie chwile i nie mam dość słów, abym mogła napisać jaki z niego dobry mąż i przyjaciel. Mimo, że nie wiedzie nam się materialnie zbyt dobrze (ale źle też nie), jesteśmy razem bardzo szczęśliwi. Cała nasza ucieczka nie jest zbyt zajmująca: z Polski przez Rumunię, Jugosławię, Włochy do Francji. Mikołaj był w wojsku, ja w Paryżu. Po upadku Francji ucieczka (dramatyczna) do Anglii, dwa lata w Szkocji, a potem stale w Londynie. W Portugalii nigdy nie byliśmy. Jedynie poczta tam szła. Mikołaj jest stale przy wojsku, ale ze względów zdrowotnych jest urlopowany.

Ja ciągle zajmuję się domostwem, a przy gotowaniu z wdzięcznością wspominam mamę, że to co mi wbiła do głowy, to mi się bardzo, ale to bardzo przydaje. Tak się martwię, czy macie dość jedzenia i jak żyjecie. Posłałam Wam jakieś paczki z żywnością przez Portugalię. Niestety nie otrzymała żadnej odpowiedzi, więc przestałam wysyłać, aby nie dokarmiać Niemców. Jestem ciekawa czy jakieś do Was doszły. Pisałam do Was także przez Amerykę, ale cenzura zwróciła listy. Przyjaźnimy się ze Stránskými. Bardzo nam pomagali. Ze znajomych spotkaliśmy chłopców od Wallnerów i odwiedziła mnie też Jenda Havlíčků z Nowego Města. To była niespodzianka! Jest tu kierownikiem czeskiej szkoły.

Z Jastrzębia też mamy tu sporo znajomych. Przede wszystkim brata Józka; także jest żołnierzem w polskiej dywizji pancernej. Prawie na niego czekamy. Dalej jest tu administrator jednej z naszych łazienek Chwałczyk z całą rodziną i dużo ludzi, którzy u nas pracowali. Jest też pan Wojciechowski – był na naszym ślubie. Myślimy, że Jastrzębie zostało strasznie zniszczone, gdyż były tam ciężkie walki i będziemy musieli zaczynać od początku. Tylko, że nie możemy na razie wrócić. Chcemy powrócić do Polski, bez względu na istniejące warunki i jakąkolwiek władzę. Ponieważ tam jest nasze miejsce, tam nasza praca. Wielu Polaków nie chce wracać, ale my wierzymy, że wszystko będzie dobrze i z czasem wszystko uda się naprawić [...] Modlę się, aby wszystko się ułożyło. Jeszcze jedno – mamo - głaszczę Cię po Twych białych włosach, całuję Was wszystkich i nie z Bogiem, ale do widzenia.

Wasi Jarmila i Mikołaj“.

Źródła:

  • Archiwum Táňy Kubátovej
Czytany 347 razy
Ostatnio zmieniany sobota, 18 listopad 2017 07:58

Dariusz Mazur

Pasjonat lokalnej historii. Kolekcjoner oraz autor wielu artykułów o przeszłości Jastrzębia.

Najczęściej czytane

Słowa kluczowe